WSZYSTKO, CO TRZEBA WIEDZIEĆ O LUSH BOTANICALS – POLSKICH KOSMETYKACH NATURALNYCH WYMAGAJĄCYCH PRZECHOWYWANIA W LODÓWCE. ROZMOWA Z ANNĄ KUCZER-ŚLEPACZUK, WŁAŚCICIELKĄ MARKI

20 kwietnia 2017

Rynek polskich kosmetyków naturalnych bardzo dynamicznie się rozwija – wciąż pojawiają się kolejne marki, kolejne kremy, toniki, sera, balsamy, masła... Można odnieść wrażenie, że już niczego nowego nie da się wymyślić, że w grę wchodzą jedynie – by można się było wyróżnić na tle naprawdę mocnej konkurencji – eksperymenty z samą postacią kosmetyku czy z doborem składników aktywnych...

Czy można zaskoczyć czymś jeszcze? Patrząc na Lush Botanicals, rodzimą markę kosmetyków naturalnych, obecną na rynku zaledwie od kilku miesięcy – tak! Lush Botanicals zaskakuje pod wieloma względami, wzmacniając nowy trend w naturalnej pielęgnacji. Bo czy kiedykolwiek myślałaś o produktach nakładanych na skórę tak samo, jak o posiłkach, które codziennie dostarczasz swojemu ciału? Kosmetyki są przecież właśnie pokarmem dla skóry, a kosmetyczny jadłospis także należy komponować szczególnie starannie – podobnie jak codzienną dietę. Czy wiesz, że można skórę karmić kosmetykami, które są niezakonserwowane, mają krótki termin ważności i należy trzymać je w lodówce?

Anna Kuczer-Ślepaczuk szukała kosmetyków ultra naturalnych, ze składników w 100% pochodzenia naturalnego, wolnych od konserwantów, syntetyków, toksyn, w których pracuje każdy składnik zapewniając skórze maksymalny poziom nawilżenia i odżywienia. Marzyła o kosmetykach, które nie stoją przez wiele miesięcy na sklepowych półkach, bo tam tracą swoją wartość i potencjał odżywczy, ale wysyłane są do niej świeżo po zrobieniu.

Dlatego stworzyła swoje własne naturalne koktajle dla skóry, czyli kosmetyki Lush Botanicals, oparte na surowcach pozyskiwanych z roślin - na olejach tłoczonych na zimno, ekstraktach roślinnych, olejkach eterycznych, absolutach i wodach kwiatowych, które połączone w jedno, posiadają ogromną moc. Te roślinne składniki są chronione przez niską temperaturę i ciemnofioletowe szkło – jak i dlaczego? Tego między innymi dowiesz się z mojej rozmowy z Anną, która o świecie swoich wyjątkowych kosmetyków mogłaby opowiadać godzinami (a robi to z wielką pasją!)...

WSZYSTKO, CO TRZEBA WIEDZIEĆ O LUSH BOTANICALS – POLSKICH KOSMETYKACH NATURALNYCH WYMAGAJĄCYCH PRZECHOWYWANIA W LODÓWCE. ROZMOWA Z ANNĄ KUCZER-ŚLEPACZUK, WŁAŚCICIELKĄ MARKI



Justyna Ziembińska-Uzar, Kupuję Polskie Produkty: Polki i Polacy coraz częściej szukają kosmetyków wolnych od szkodliwych substancji. W odpowiedzi na ten trend powstaje coraz więcej marek, które oferują kosmetyki w 100% naturalne – pozbawione między innymi konserwantów, olei mineralnych, substancji ropopochodnych, silikonów, parabenów, PEG-ów, a pełne za to różnorodnych składników aktywnych. Stworzona przez Ciebie marka kosmetyków naturalnych Lush Botanicals jednak wyraźnie wyróżnia się na tle konkurencji. Co sprawia, Aniu, że Twoje kosmetyki są tak wyjątkowe?
Anna Kurczer-Ślepaczuk, Lush Botanicals: Nieskromnie powiem, że wszystko w nich jest wyjątkowe (śmiech), ale odpowiadając poważnie: wyjątkowy jest przede wszystkim skład. Wszystkie kosmetyki Lush Botanicals, a jest ich obecnie aż 15, są w 100% naturalne i nie zawierają konserwantów ani żadnych syntetycznych składników, które standardowo na poziomie kilku procent można znaleźć w nawet najbardziej naturalnych kremach. Wszystkie moje kosmetyki są nafaszerowane składnikami o wysokim potencjalne odżywczym, którymi nasza skóra powinna karmić się codziennie. W każdym kremie można znaleźć aż 8 cennych olei, 6 roślinnych ekstraktów, hydrolat, szlachetne olejki eteryczne i cudownie pachnące absoluty kwiatowe, jedynie naturalne witaminy, mnóstwo antyoksydantów i minerałów. One wszystkie razem mają wielką moc i niesamowicie pozytywnie wpływają na skórę, do której wszyscy powinniśmy mieć specjalny stosunek. Ja traktuję skórę podmiotowo, tłumacząc wszystkim przy każdej okazji, że skóra jest niezwykłym i bardzo ważnym organem. Skóra absorbuje wiele substancji, dlatego należy ze szczególną ostrożnością wybierać kosmetyki, które na nią nakładamy. Stajemy się tym, co jemy, ale również tym, co w siebie wklepujemy. Należy o skórę dbać i świadomie pielęgnować, między innymi poprzez odżywianie – podawać jej krem lub serum na śniadanie i kolację, odżywiać najlepszym możliwym do zdobycia pokarmem. Dobrze odżywiona skóra szybko odwdzięczy się pięknym, soczystym wyglądem, co z kolei wpłynie pozytywnie na nasze samopoczucie. Jeśli się sobie podobamy, czujemy się zadbane i lepiej o sobie myślimy, to świat jest cały dla nas. Ale skóra nie będzie piękna i młoda jedynie po podaniu jej „super skin food”. Ma na nią wpływ wiele czynników: geny, styl życia, środowisko, w którym przebywamy, stres. Fatalne dla skóry jest zanieczyszczenie powietrza, zła dieta pełna chemii.

Wspomniałam o trendzie na naturalne kosmetyki, który podchwytują kolejni polscy producenci. Z powstaniem Lush Botanicals było jednak trochę inaczej. Opowiedz, skąd wziął się pomysł na produkcję kosmetyków bez konserwantów, lodówki które należy przechowywać w lodówce.
Pomysł przyszedł z potrzeby, wyjątkowo nie z pasji, tak jak to jest w większości przypadków marek kosmetycznych. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego w nawet najbardziej naturalnych kremach pojawiają się syntetyki i konserwanty, dlaczego producenci kosmetyków naturalnych decydują się na niedoskonały skład. Ja wręcz obsesyjnie zwracałam uwagę na składy kosmetyków, analizując INCI, często wychodziłam ze sklepu jedynie z papierem toaletowym, ponieważ nie decydowałam się na zakup żadnych kosmetyków z powodu niepożądanego składnika. Chciałam mieć krem w 100% naturalny, bez jakiejkolwiek zawartości syntetyków, toksyn, konserwantów... bez kompromisów. Zastanawiałam się, czemu nadal brakuje takich idealnie naturalnych produktów w bogatym świecie kosmetycznym.

Chciałam stworzyć markę kosmetyków o idealnym składzie. Idealnym, czyli nie takim, że na początku składu jest woda, po niej tani emolient, a pod koniec dopiero wartościowe składniki, co świadczy o tym, że jest ich skrajnie mało, więc ich dobroczynne działanie na skórę jest wątpliwe. Dodatkowo, trochę się irytowałam i złościłam, ponieważ wiele marek kosmetycznych uprawia greenwashing (czyli udaje naturalną markę/produkt), wprowadzając nieświadomych klientów w błąd.

Oczywiście są produkty kosmetyczne takie jak masła, oleje czy na przykład peelingi, które nie zawierają konserwantów, ale to produkty olejowe (bez dodatku wody),więc nie musza być konserwowane, a mnie chodziło o krem, a ten ma dodatek wody, więc jest bardziej zaawansowanym i wymagającym produktem pod kątem zarówno procesu technologicznego, jak i utrzymania czystości mikrobiologicznej. Na etykietach kosmetyków, które nie zawierają wody, wielu producentów umieszcza informację, że produkt jest pozbawiony konserwantów, ale producentów emulsji, czyli kremów, balsamów bez konserwantów można w Polsce policzyć na palcach jednej ręki.

Tworząc Lush Botanicals, myślałam o sobie i o podobnych mi kobietach, które cenią sobie naturalną pielęgnację, które są bardzo wymagające, jeśli chodzi o skład kosmetyków i które w tej materii nie pójdą na żadne ustępstwa. To dla siebie i dla nich opracowałam kosmetyki w stu procentach naturalne.
I w końcu przestałaś mieć problem z zakupem kosmetyków…
Tak. Dawno temu kupowałam kosmetyki topowych zagranicznych marek, których ceny uwzględniają głownie koszty marketingu, a nie surowców i produkcji, więc są nieproporcjonalne do wartości, jakie dają skórze… Przyszedł jednak czas „opamiętania”, kiedy zaczęłam analizować składy. Okazało się, że miałam w domu małe, cudownie opakowane słoiczki, które kryły w sobie składniki o niebo gorsze niż niejeden krem do rąk wyprodukowany w Polsce. I ja je kładłam na skórę twarzy! Byłam na siebie zła. Ulegałam – jak miliony kobiet na całym świecie – reklamom, które fałszują rzeczywistość, obiecują idealną, młodą skórę, w dodatku po użyciu kosmetyków z masą niedoskonałych syntetycznych składników.

Zaprzyjaźniona pani technolog pracująca u dużego europejskiego producenta kosmetyków, opowiadała mi, że otrzymała od swojego przełożonego polecenie zrobienia receptury emulsji do twarzy, którego koszt za 1 kg nie przekraczał 2 euro! Tak, dokładnie, za cały jeden kilogram. Co mogło się w nim znaleźć? Mało który konsument jest świadomy, że koszt surowców użytych do produkcji kremów opartych głównie na syntetykach wynosi zazwyczaj kilka złotych, a kobiety płacą za to kilkadziesiąt razy więcej, bo cenę windują głównie koszty marketingu… To jest bardzo przykre.

Ta złość pchnęła mnie również do tego, żeby stworzyć markę ultra naturalną, bez miligrama składników, które są syntetyczne i nie pracują dla skóry. Z perspektywy czasu myślę, że się udało. W recepturach moich produktów pracuje każdy składnik, nawet emulgator (łączy fazę wodną z fazą olejową). Każdy jeden składnik znalazł się tam z ważnego powodu, nie ma pustych przebiegów. To daje mi poczucie niesamowitego komfortu. Nie oszukuję ludzi, nie skłaniam ich do zakupu plastiku, pod którym skóra zwyczajnie się dusi; wszystko w moich kosmetykach jest wartościowe i przede wszystkim bezpieczne oraz zdrowe dla skóry.

Skład kosmetyków Lush Botanicals robi wrażenie. Trudno znaleźć taką drugą markę na polskim rynku, prawda?
Tak. Skład jest w 100% pochodzenia naturalnego, dlatego lubię nazywać moje produkty ultra naturalnymi. Skład jest niesamowicie bogaty i już nieraz słyszałam, że mam takie receptury, że to aż niewiarygodne. Niewielu producentów decyduje się na tak różnorodne i cenne składniki i taki model produkcji, co niestety również wpływa na cenę produktów.

Nie chciałam prostych receptur, chciałam bogate i różnorodne. Takich marek, które oferują produkty proste, jednoskładnikowe, kilkuskładnikowe jest bardzo dużo. Składniki w recepturach moich produktów zostały tak dobrane, że działają synergistycznie, czyli podkręcają wzajemne działanie i świetnie uzupełniają się. Lista składników na etykiecie jest długa, ale gdy się ją czyta, nabiera się apetytu. Składniki pochodzą z roślin, głównie z kwiatów i owoców. Są to między innymi ekstrakty z figi, guarany, jeżyny, grejpfruta, truskawki, pomarańczy, z róży stulistnej, z róży japońskiej, wina, wanilii itd. Stosuję także roślinne oleje tłoczone na zimno najbardziej wartościowe pod kątem zawartości niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin i minerałów: z pestek granatu, opuncji figowej, żurawiny, truskawek, malin, kiwi, dzikiej róży, czarnej porzeczki, czereśni, marakui, jabłka, moreli, buritti, inca inchi, jojoba, nie wspominając o masłach z pestek mango, awokado, babassu, cupuacu, murumuru. A jak do tego wszystkiego dodamy jeszcze mleczko pszczele (royal jelly), które jest jedną z najbardziej odżywczych substancji, jaką daje nam natura, to skóra nie może nie być niedożywiona. Szybko staje się soczysta i odwdzięcza się świetnym, zdrowym wyglądem.

Równie ważne dla mnie było opracowanie odpowiednich kompozycji zapachowych. Chciałam, żeby wszystkie zapachy były świeże, kwiatowe, cytrusowo-owocowe. Inne niż ziołowe, lawendowe, czy miętowe, których jest całe mnóstwo na rynku. Długo wąchałam różne naturalne olejki eteryczne, absoluty kwiatowe, i w końcu wybrałam najpiękniejsze zapachy: różowego lotosu, frangipani, champaka, róży damasceńskiej. Kosztują fortunę, co wpływa na koszty produktów, ale naturalne zapachy dają naprawdę wiele możliwości tworzenia wyjątkowej kompozycji, która pobudzi do działania rano, a wyciszy przed snem. A do tego jest całkowicie naturalna. Dlatego w składzie kosmetyków Lush Botanicals nie znajdzie się składnika o nazwie Parfum lub Frangrance (chociaż niektóre kompozycje naturalnych olejków eterycznych również mogą mieć takie oznaczenie, ale w większości przypadków oznaczają one syntetyczne kompozycje zapachowe). Na końcu składu widnieją pełne nazwy olejków i absolutów.

Chciałam, aby wszystkie kobiety, które potrafią analizować składy i na tej podstawie dokonują wyboru kosmetyków, zachwyciły się produktami Lush Botanicals. Jednocześnie chciałabym również dotrzeć do kobiet, które nadal chodzą do drogerii na kosmetyczne zakupy, by miały świadomość, co wkładają do koszyka i co później nakładają na swoją skórę. Cieszyłabym się, gdybym miała choć skromny wpływ na edukację w zakresie analiz składników i wzrostu poziomu świadomości tego, co się kładzie na skórę. Przy każdej okazji namawiam do analizy kosmetyków przed zakupem, publikuję pełen skład swoich produktów według nomenklatury INCI, współpracuję z influencerkami, które zachęcają do stosowania naturalnych produktów i prowadzenia zdrowego stylu życia.
Jakie kosmetyki znajdziemy obecnie w ofercie Lush Botanicals?
W ofercie mam 15 produktów, które są w stanie sprostać wymaganiom każdej skóry od młodej po dojrzałą, suchej, mieszanej, tłustej. Produkty to: SUNLIGHT krem na dzień, STARLIGHT krem na noc, CREAM IN THE CITY serum antyoksydacyjne, IN THE AIR krem ultra nawilżający, STARDUST serum pod oczy, YOUTH CODE serum anty-ageing, BEYOND TIME serum olejowe do twarzy, ROSE RAIN serum żelowe ultra nawilżające, ROSE INFINITY płyn micelarny, JUICE IN MOTION sok/tonik odświeżający, STAY NAKED balsam do ciała, VELVET GLOVE serum do dłoni, CREME DE LA CREME masło do twarzy i ciała, LUSCIOUS masło do ust, WILD THING krem męski.

Aniu, wyjaśnijmy, dlaczego kosmetyki Lush Botanicals należy przechowywać w lodówce.
Kosmetyki należy przechowywać w niskiej temperaturze z dwóch powodów. Po pierwsze niska temperatura pomaga zachować ich świeżość, gdyżnie zawierają konserwantów, a po drugie – niska temperatura otoczenia pomaga utrzymać potencjał odżywczy składników, co oczywiście wpływa na działanie kremów, jakość i efektywność odżywienia skóry. Moje produkty należy traktować jak pokarm dla skóry, i tak jak artykuły spożywcze trzymamy w lodówce, bo dłużej zachowują swoją dobrą energię i wartości, tak samo po produkty Lush Botanicals biegnie się do lodówki. Zresztą uważam, że wszystkie kosmetyki naturalne należy trzymać w niskiej temperaturze, w lodówce. Wyjdzie to na zdrowie naszej skórze.

Wspomniałaś, że stosowane w kosmetykach składniki nie należą do tanich. Co jeszcze wpływa na finalną cenę Twoich produktów?
Surowce faktycznie nie są najtańsze, dodatkowo składniki cenne dla skóry stanowią wysokie stężenie i to ma przełożenie na jakość kosmetyków i ich potencjał odżywczy. Również sam proces ręcznego tworzenia jest istotnym nośnikiem kosztów, ponieważ jest niezwykle czasochłonny. Ale to wszystko daje niesamowitą przewagę w oddziaływaniu na skórę nad kosmetykami produkowanymi masowo.

Spotkałaś się kiedyś z opiniami, że przeciętnej Polki po prostu nie stać na kosmetyki Lush Botanicals, choć zdaje sobie ona sprawę zalet naturalnej pielęgnacji i bardzo chciałaby stosować kosmetyki wolne od szkodliwych substancji?
Zdaję sobie sprawę, że cena 190 zł za 50 ml kremu jest dosyć wysoka. Ale myślę też, że patrząc na jakość, jaką reprezentują sobą te kosmetyki i to, co oferują skórze, to jest to cena bardzo przystępna. Jest to też inwestycja w swoje zdrowie, kondycję skóry. Poza tym to też kwestia wyboru i umiejętnego dysponowania swoim budżetem. Optyka ceny zmienia się również, gdy uświadomimy sobie, ile wydajemy pieniędzy w skali miesiąca na zbędne lub mało potrzebne rzeczy. Albo na przykład porównamy koszt kawy w sieciowej kawiarni, który jest kilkukrotnie wyższy niż dzienna dawka diety dla skóry od Lush Botanicals. Można też kupić sobie dwie bluzki w sezonie zamiast trzech. Można też przejść na minimalizm kosmetyczny i zamiast 5 różnych kosmetyków kupić jeden prawdziwy, dający zadowolenie skórze. Przykłady można mnożyć. Koszty związane z przesyłką na terenie Polski pokrywa moja firma, to również oszczędność po stronie klienta. Niewiele jest firm w Polsce pokrywających koszty transportu, za które klienci niechętnie płacą.

Porozmawiajmy teraz o samym procesie produkcji, który również jest wyjątkowy. Jak powstają kosmetyki Lush Botanicals?
Lubię mówić, o swoich produktach, że je tworzę, a nie produkuję. Produkcja kojarzy mi się z mechanicznym, bezemocjonalnym podejściem. Moje kosmetyki tworzone są ręcznie, i to tylko wtedy, gdy mam dobry nastrój. Ręcznie napełniam butelki, przyklejam etykiety, zaczarowuję je tak, aby skład na nich zapisany powtórnie zachwycił klientkę. Z uwagi na to, że moje kosmetyki mają krótki termin ważności, przygotowuję zaledwie kilka, kilkanaście buteleczek, które muszą trafić do lodówki osoby zamawiającej dosyć szybko.

Sam proces technologiczny jest unikalny, szczegółów nie mogę zdradzić. Został on tak zaprojektowany, aby zminimalizować utratę wartości odżywczych składników podczas tworzenia kosmetyków. Wszystkie surowce – zanim z nich stworzę kosmetyki – trzymane są w niskiej temperaturze i bez dostępu światła; bardzo dbam o ich jakość i jestem świadoma, że na każdym etapie procesu technologicznego można utracić wiele cennych wartości, a ich utrata może później odbić się na skuteczności kosmetyków. Wiele surowców trzymam również w ciemnym szkle, które je chroni przez promieniowaniem UVA, UVB… takich warunków produkcji nie mają duże firmy kosmetyczne produkujące masowo, bezdusznie.
Swoje kosmetyki pakujesz w ciemnofioletowe szkło. Opowiedz coś więcej o biofotonicznym szkle Miron Violet Glass.
Tak, wszystkie produkty Lush Botanicals zapakowane są w wyjątkowe, ciemnofioletowe szkło. Doceniam to szkło, nie tylko ze względów estetycznych, ale ze względu na to, jaki wpływ ma na kosmetyk. Dobroczynny, zabezpieczający, chroniący. Szkło nie przepuszcza szkodliwych promieni UVA, UVB, co powoduje, że cenna zawartość butelek i słoiczków pozostaje świeża i zachowuje swoje wartości. Dodatkowo szkło jest materiałem, który nie reaguje z kosmetykiem i nie przedostają się do kosmetyku substancje tak jak z innego rodzaju opakowań. Z takich opakowań korzystają producenci marek eco-luxe na całym świecie. Dodatkowo stosowane przeze mnie opakowania podlegają zwrotowi, można je odesłać (wykorzystujemy szkło powtórnie) i otrzymać nawet kilkadziesiąt złotych rabatu na kolejne zakupy. Oczywiście zamawiający podejmuje pewien wysiłek, odsyłając je do mnie, ale moi klienci – mówię „klienci”, bo wśród nich są także mężczyźni, dbają o naturę nie tylko wklepując w swoją skórę naturalne produkty.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze przed wprowadzeniem kosmetyków do sprzedaży?
Wiele rzeczy było trudnych, cały projekt był bardzo wymagający, tak jak same produkty kosmetyczne. Setki przejrzanych i przetestowanych składników, wybór dostawców surowców, którzy w małych ilościach i wystarczająco często mogliby dostarczać świeże oleje i ekstrakty, wypracowanie właściwości sensorycznych kosmetyków, skuteczności, zaprojektowanie procesu technologicznego… Najtrudniejsza była chyba faza testów.Faza testów stanowiła bardzo intensywny czas, miałam równolegle kilka wersji produktu w testach, kilka prób produktów w tygodniu, długo trwające badania laboratoryjne. Ale na szczęście wszystko się udało iod lipca 2016 ruszyłam ze sprzedażą na LushBotanicals.com.

Wymagający proces produkcji i przechowywania kosmetyków sprawia, że sama też zajmujesz się dystrybucją…
Tak, to prawda. Mój produkt jest inny niż cała reszta łatwych do dystrybucji kosmetyków, które mogą stać miesiącami na półkach w sklepie. Kosmetyki Lush Botanicals mają krótki termin ważności i niedługo po stworzeniu są wysyłane do klientów. Nie mogą czekać na półce sklepowej czy w magazynie w warunkach, które odbiłby się na ich świeżości czy skuteczności. Klientki po złożeniu zamówienia robią dla nich miejsce w lodówce, która staje się dla nich już nie tylko świątynią do karmienia ciała, ale również skóry.
Z których kosmetyków jesteś w szczególności zadowolona?
Przyznam szczerze, że ze wszystkich. Klientki wybierają najczęściej serum pod oczy Stardust, serum antyoksydacyjne Cream in the city, całe mnóstwo osób odkryło i zachwyciło się sokiem odświeżającym Juice in motion. Natomiast najlepszym produktem do skóry dojrzałej jest serum anti-ageing Youth code i serum olejowe Beyond time. Zresztą, każdy z kosmetyków ma swoje przeznaczenie i swoje zadanie do spełnienia, należy przyjrzeć się potrzebom skóry i dobrać produkt odpowiednio do jej wymagań.

Kto może stosować kosmetyki Lush Botanicals?
Wszyscy, którym służy natura i chcą świadomie z niej czerpać. Tworząc Lush Botanicals, miałam przed oczami zapracowane i zestresowane kobiety, przebywające w klimatyzowanych pomieszczeniach i zanieczyszczonym środowisku, ale przede wszystkim żyjące w pędzie, nie mające czasu na wklepywanie serum i kremu jednocześnie. Dlatego stworzyłam sera, które spokojnie łączą te dwa produkty, są niesamowicie bogate i posiadają również właściwości kremu. Krem lub serum zabezpiecza skórę na cały dzień, sprawia, że czuje się ona komfortowo. Idealnie współgrają z makijażem, zwłaszcza mineralnym, który moje klientki uwielbiają i cenią. Bez obaw mogą je stosować kobiety spodziewające się dziecka czy mamy karmiące piersią.

Udało mi się stworzyć produkty naprawdę skuteczne. Dowodem na to są chociażby informacje zwrotne od moich klientek. Uwielbiam czytać czy słuchać, jak moje kosmetyki pozytywnie wpływają na ich skórę, na ich życie. Jedna z klientek zaczęła wychodzić z domu bez makijażu, czego nie robiła od wielu lat, bo stan jej skóry na to nie pozwalał. Po dwóch tygodniach używania mojego kremu jej skóra nabrała takiego wyglądu, że nie miała oporów, by zrezygnować z makijażu. Poczuła się komfortowo we własnej skórze. Wiele kobiet twierdzi, że nie wyobraża sobie już swojej pielęgnacji bez danego kremu, że skóra po nim odżywa, staje się gładka, soczysta i brzoskwiniowa – ale nie chcę o tym mówić, bo tego trzeba doświadczyć. Każdy, kto spróbuje takich żywych, nieprzetworzonych i niezakonserwowanych produktów, czuje, że to kosmetyki prawdziwie pracujące dla skóry. Bardzo wiele klientek wraca do mnie po sprawdzone produkty lub testuje nowe. W ciągu ośmiu miesięcy obecności Lush Botanicals na rynku, wiele osób zrobiło zakupy wielokrotnie, a rekordzistka aż dziewięć razy, co świadczy o tym, że moje kosmetyki przyciągają, sprawdzają się, bo działają. Warto też wiedzieć, że skóra alergika może nie wytrzymać takiej ilości składników aktywnych, jaka jest w moich produktach.

Czy panowie chętnie sięgają po krem męski?
Specjalnie dla nich powstał Wild Thing i jest świetnie przez nich odbierany. Jeden Pan powiedział, że już nie może bez żyć bez niego i że denerwuje się , kiedy korzysta z kremu jego żona. Kupuje go regularnie odkąd spróbował. Wild Thing zawiera masła i oleje głównie z dzikich terenów Amazonii stąd nazwa kremu, ale też domyślam się, że kupują go, bo zapach jest urzekający: frangipani, wanilia i cytrusy, więc muszą działać na zmysły. Nie zapominajmy, że skóra panów staje się miękka, odżywiona, ma wyrównany kolor, więc zapewne czują się pewniej, bo lepiej wyglądają. Panowie stanowią jedynie kilka procent moich klientów, ale też często robią zakupy dla bliskich sobie kobiet.

Biorąc pod uwagę ceny kosmetyków Lush Botanicals, myślę, że wiele osób, szczególnie alergików, może bać się wyrzucenia dużej sumy pieniędzy w błoto. Czy przygotowałaś próbki swoich kosmetyków?
Oczywiście. W cenie 50 zł można otrzymać próbki czterech wybranych kosmetyków w słoiczkach o pojemności 3 ml, przesyłka jest bezpłatna nawet w przypadku próbek. Bardzo często pokazuję swoje kosmetyki na różnego rodzaju targach kosmetycznych, podczas których również można spróbować moich produktów.

Aniu, jak odnalazłaś się na polskim rynku kosmetycznym? Nie bałaś się wciąż rosnącej konkurencji wśród producentów kosmetyków naturalnych?
Nie. Dla mnie konkurencją nie są marki kosmetyków naturalnych; wręcz przeciwnie – staram się z nimi przyjaźnić i zachęcam do współpracy czy wymiany doświadczeń, bo widzę we wspólnych działaniach wielką wartość. Za swoją konkurencję natomiast uważam marki produkujące kosmetyki ze składem bardzo dalekim od ideału, nafaszerowane chemią, udające naturalne produkty. Myślę, że rynek kosmetyków naturalnych jest jeszcze nienasycony i w dodatku bardzo dynamicznie rozwija się. Liczę również na wzrost świadomości konsumenckiej i rosnącą chęć klientów do czerpania z natury wszystkiego co cenne. Przewiduję więc dalszy przepływ klientów z segmentu kosmetyków konwencjonalnych, masowych, drogeryjnych w kierunku kosmetyków naturalnych, najlepiej tworzonych w małych, rodzinnych manufakturach. To właśnie tam można znaleźć naturalne, wyjątkowe kosmetyki, które mają zdecydowaną jakościową przewagę nad masową produkcją. Tylko w wyjątkowych miejscach tworzone są wyjątkowe produkty, bo tworzone są z wielkim poświęceniem i dbałością o najmniejszy szczegół. Wielu klientów to zauważa i docenia tę wyjątkowość. Również bardzo pozytywnym zjawiskiem jest patriotyzm konsumencki, moje klientki w rozmowach ze mną często mówią, że wolą wspierać polskie firmy i sięgają po polskie kosmetyki.
Zdecydowałaś się na anglojęzyczną nazwę – dlaczego? Czy planujesz ekspansję na rynki zagraniczne?
Staram się myśleć kilka kroków do przodu i dlatego wybrałam anglojęzyczną nazwę Lush Botanicals. Myślę, że moja marka ma na tyle ciekawe produkty, że zainteresują klientki również poza granicami Polski. Już teraz wysyłam sporo kosmetyków zagranicę, ale zamówienia składają głównie mieszkające tam Polki, które sięgają po polskie kosmetyki, wspierając w ten sposób polskie firmy, to bardzo pozytywne zjawisko.

Jakie masz marzenia związane z rozwojem swojej marki?
Na pewno nie chcę być dużym producentem, bo zatraca się wtedy charakter wyjątkowości produktów i indywidualnego podejścia do tworzenia samych produktów jak i do obsługi klienta. Myślę, że teraz jest duże zapotrzebowanie na małe, wyjątkowe marki, którym można zaufać i które naprawdę dbają o jakość produktów, a nie tylko deklarują tę dbałość. Nie chcę sprzedawać marzeń, tak jak to robią działy marketingu i reklamy wielkich marek kosmetycznych. Chcę mieć markę realną, która ma wpływ na to, jak wygląda skóra. Chcę, żeby moi klienci przywiązywali się do efektów działania kosmetyków i byli zadowoleni ze swojego wyglądu, żeby mieli poczucie, że robią wszystko w zgodzie ze sobą i naturą. Żeby wierzyli, że natura jest idealna do zachowania świetnego i zdrowego wyglądu na długo.

Dziękuję za rozmowę i życzę Ci spełnienia Twoich marzeń!


***


Na koniec jeszcze kilka słów ode mnie: Po kosmetyki Lush Botanicals po raz pierwszy sięgnęliśmy z mężem pod koniec 2016 roku, ja po serum antyoksydacyjne Cream in the City, a on po krem męski Wild Thing. Możemy powiedzieć jedno: kto raz spróbował kosmetyków Lush Botanicals, ten naprawdę odczuje różnicę i będzie starał się robić wszystko, by móc ich regularnie używać na co dzień.Mój mąż docenił nie tylko skuteczność kremu dla panów, ale i jego zapach kremu dla panów (do tego stopnia, że chętnie kupiłby perfumy w pomadzie o takim samym aromacie). Wszystkie kosmetyki Lush Botanicals znajdziesz TUTAJ.

Jako uzupełnienie mojej powyższej rozmowy polecam Ci jeszcze lekturę artykułu Kosmetyki naturalne, definicja, substancje szkodliwe i niebezpieczne, składniki naturalne i pożądane, którego autorką jest Ania.

Udostępnij

Google+

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane.

Komentarze zawierające treści obraźliwe i złośliwe, a także zawierające reklamy, linki do sklepów i stron firmowych oraz stanowiące wsparcie dla marketingu szeptanego nie będą publikowane.

Moderacja komentarzy może trwać do 48 godzin.