Moje kobiece zachcianki, czyli co fajnego z oferty polskich marek wpadło mi ostatnio w oko... #1

29 marca 2017

Jeśli śledzisz mojego bloga, wiesz, że z mężem staramy się nie szastać pieniędzmi (zerknij TUTAJ). Mamy skarbonkę bez dna, czyli małe dziecko, jesteśmy też w trakcie budowy domu - są więc zakupowe/finansowe priorytety w naszym domowym budżecie. Pewne wydatki - oraz moje kobiece zachcianki - muszą po prostu poczekać. Mężowe zachcianki również - żeby nie było, że panuje u nas jakaś dyskryminacja ;)

Jak większość kobiet, lubię rzeczy ładne i praktyczne. Z racji prowadzenia bloga o polskich produktach i polskich markach, oglądam wiele cudownych butów, torebek, ciuchów, biżuterii i innych rzeczy, na widok których w moim mózgu uaktywnia się obszar odpowiedzialny za chęć posiadania ;) Uaktywnia się i trudno mi go wyłączyć. Wtedy siedzę i kombinuję, jak to zrobić, żeby te swoje kobiece zachcianki spełnić i żeby jednocześnie nie skończyło się to rozwodem (albo - w najlepszym wypadku - rozdzielnością majątkową). Zazwyczaj po prostu na daną rzecz muszę sobie uzbierać, co nie bywa łatwe, ale nie jest też niemożliwe przy maluchu, budowie domu i innych codziennych wydatkach.

Dziś chciałabym pokazać Ci trzy produkty rodzimych marek, które ostatnio wpadły mi w oko i które bardzo bym chciała mieć, z różnych powodów, o których też się dowiesz. Właśnie odkładam na te produkty pieniądze, bo na zakup od ręki nie jestem w stanie sobie na ten moment pozwolić. Trzymaj, proszę, za mnie kciuki - i daj znać, czy któraś z moich zachcianek stała się także i Twoją!

TOREBKA JOISSY


Jestem mamą 2,5-latka. Od dłuższego czasu - gdy wychodzimy razem z domu - wychodzą z nami nie tylko pieluchy na zmianę (mam nadzieję, że już niedługo!) i nawilżane chusteczki, ale ulubione samochody syna, książeczki czy przekąski (obowiązkowo muszę mieć przy sobie wodę mineralną, bułkę czy chrupki - wtedy komunikat "mama, daj am-am" nie jest w stanie mnie zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie). Do niedawna pakowałam się więc w torbę od wózka i dodatkowo zabierałam ze sobą swoją torebkę-listonoszkę, ale przy wyprawach bez naszego czterokołowca było to dla mnie niewygodne. W jednej ręce wielka torba, nie do końca taka, jak bym chciała (jedna duża komora, bez przegródek, długi pasek, pomijam kwestię koloru), w drugiej ręce mały spacerowicz, który jednak chce sam biegać w pewnej odległości ode mnie (a czasem ma takie pomysły, że trzeba wszystko rzucić i biec na ratunek), na ramieniu damska torebka... Zaczęłam więc rozglądać się za torbą stworzoną specjalnie z myślą o mamach - czyli torebką pojemną, z przegródkami, wykonaną z łatwego do wyczyszczenia materiału, a przy tym po prostu ładną, którą mogę również nosić na co dzień. Zrobiłam nawet przegląd polskich gadżetów i akcesoriów spacerowych (znajdziesz go TUTAJ), ale znalezione torby nie do końca spełniały moje oczekiwania. Najbliżej ideału były torby Baby Ono, jednak w rzeczywistości wydały mi się za małe na moje potrzeby.

U koleżanki bardzo spodobała mi się torba zagranicznej marki Skip Hop, która jest obiektem pożądania wielu mam, jednak przed szybkim zakupem hamowała mnie jej cena (w zależności od miejsca - około 300 złotych), a używanych w wybranym modelu akurat nie było na portalach sprzedażowych. Zbierać, nie zbierać... Moje rozterki przerwał Święty Mikołaj (czytaj: mój mąż), który torbę upolował w promocyjnej cenie (czytaj: za "jedyne" 235 złotych) w jednym ze sklepów w Poznaniu, aczkolwiek nadal nie był to mały wydatek. 

Torba oczywiście świetna - mieści moje rzeczy, rzeczy syna, nawet mały laptop i notes A4, dzięki czemu sprzętu nie muszę nosić w dodatkowym etui. Pokochałam ją od pierwszego użycia, ale... Ale pewnego styczniowego wieczoru, zupełnym przypadkiem w czasie przeglądania zdjęć na Instagramie, trafiłam na profil nowej polskiej marki Joissy (TUTAJ). MARKI TOREB DLA MAM, która właśnie wtedy zadebiutowała na rynku.

Obejrzałam torby, które Joissy ma w obecnej kolekcji i... i nadal nie mogę przestać o nich myśleć ;) Wszystkie trzy modele strasznie mi się spodobały - urzekły mnie przede wszystkim designem i funkcjonalnością. Sama popatrz - są piękne, prawda?
W sumie nie wiem, którą torebkę kupiłabym w pierwszej kolejności. Wszystkie są duże i przemyślane w każdym calu; widać, że zostały zaprojektowane przez osobę, która zna kobieco-mamine potrzeby. Mają po kilkanaście kieszeni, w tym izolowane kieszenie - wodoodporną i termoizolacyjną, matę do przewijania (choć ten aspekt już mnie mniej interesuje). Wszystkie można nosić w ręku, na ramieniu, przez ramię i oczywiście zawiesić na wózku (w tym celu mają odpinane zaczepy). Wykonano je z wysokiej jakości tkaniny nieprzemakalnej i odpornej na zabrudzenia.
Ceny toreb Joissy są moim zdaniem naprawdę przystępne, zwłaszcza w porównaniu z cenami toreb Skip Hop. Model Collect kosztuje 189 złotych, Enjoy - 195 złotych, a Soho - 225 złotych. Ten ostatni chyba podoba mi się najbardziej, jest uniwersalny, ale pewnie i tak przed zakupem będę musiała rzucić monetą. Biorąc jednak pod uwagę grudniowy wydatek na Skip Hop Duo (co z tego, że prezent dostałam od Świętego Mikołaja, skoro pozyskał na niego środki z naszej wspólnej kasy? ;)), na torbę Joissy muszę sobie uzbierać. Ale uzbieram!


ZEGAREK PLANTWEAR Z SERII FLAKE


Podobno szczęśliwi czasu nie liczą, więc nie noszą zegarków, ale chyba nawet najszczęśliwsza osoba nie może przejść obojętnie obok ręcznie wykonywanych drewnianych zegarków rodzimej marki Plantwear - w każdym razie ja od pewnego czasu nie mogę.

Markę poznałam przy okazji opracowywania przeglądu polskich producentów zegarków (TUTAJ). Trudno byłoby mi o niej zapomnieć, ponieważ ciągle chodzą za mną (czy to w sieci reklamowej, czy na Facebooku) dedykowane reklamy, ale akurat w tym przypadku mi to nie przeszkadza. Po pierwsze są naprawdę przyjemne dla oka (nie wszystkie reklamy bannerowe takie są i nie wszystkie przyciągają wzrok), a po drugie - właśnie dzięki nim poznałam niedawno kolejny obiekt pożądania, czyli damski zegarek z serii Flake, wykonany z jasnego drewna, i umieszczony na skórzanym pasku w odcieniu pudrowego różu. Jest piękny! Taki bym nosiła - a z noszenia zegarka zrezygnowałam kilkanaście lat temu, gdy dostałam pierwszy telefon komórkowy.
Zegarek został wykonany tylko z naturalnych materiałów. Kopertę modeli Flake wykonano z trwałego klonu, natomiast tarcza została zrobiona z drewna z naturalnymi łuskami. Zegarek jest wyposażony w podobno najlepszy na rynku mechanizm kwarcowy Citizen (w Polsce mechanizmy do zegarków nie są produkowane). Jest też odporny na zachlapania. Dodatkowo na zegarku można umieścić wybrany tekst (możliwość personalizacji to dla mnie dodatkowy atut!).   

Niestety na ziemię sprowadza mnie cena "mojego" zegarka - czyli 429 złotych, no ale zegarek jest tak cudowny, że kiedyś na pewno będzie mój!


PŁASZCZ NOT WET


To był chyba jeden z październikowych poranków. Lał jesienny deszcz, w dodatku mocno wiało, a ja starałam się skłonić młodego, żeby zamiast taplać się w każdej napotkanej kałuży, obrał po prostu kurs do żłobka (byle szybciej). Nie miałam parasolki, chciałam mieć wolne ręce. Mogłabym zapakować młodego do wózka, nakryć folią, zabrać parasol i spokojnie odprowadzić go do żłobka, ale przy tak mocnym deszczu i wietrze nie chciałam ryzykować szarpania się z parasolką - wolałam podjechać tramwajem.

Wróciłam do domu naprawdę cała mokra (no, za wyjątkiem stóp - kalosze dały radę) i wściekła. Mój płaszcz kompletnie nie nadaje się na deszcz... Stwierdziłam, że potrzebuję czegoś wodoodpornego, w czym oczywiście będę nadal atrakcyjnie wyglądać. Tego samego dnia obeszłam kilka sklepów z odzieżą sportową, przymierzyłam kilka kurtek i co? I nic. Choć na wieszakach były kurtki wiatroszczelne z wodoodporną powłoką w rozmiarze 34, nie znalazłam niczego, w czym nie czułabym się głupio i jakoś tak dziwnie. Nie wybierałam się przecież na szlak turystyczny. Taki sportowy look to nie do końca mój styl, źle się w nim czuję i nie będę się zmuszać do zakupu kurtki, którą miałabym zakładać z wielką niechęcią. Chciałam czegoś, w czym pomimo panujących warunków atmosferycznych czułabym się kobieco, atrakcyjnie i modnie.

Wtedy niestety nie znalazłam takiej kurtki i dałam sobie spokój z dalszymi poszukiwaniami, moknąc za każdym razem, gdy akurat aura nie sprzyjała spacerom z dzieckiem, a wyjść trzeba było. Dwa miesiące później, w połowie grudnia, dzięki reklamie na Facebooku, trafiłam na polską markę Not Wet (swoją droga, nazwa adekwatna to do moich potrzeb ;)), założoną przez Paulinę i Karolinę. Dziewczyny szyją fantastyczne, bardzo kolorowe płaszcze i kurtki, które nie dość, że charakteryzują się wysoką nieprzepuszczalnością wody (wodoodporność nawet ponad 5000 mm słupa wody), to jeszcze mają bardzo kobiecy krój i są dostępne w moim rozmiarze XS! Założycielki marki obiecują, że "każda kobieta niezależnie od figury, wzrostu czy rozmiaru poczuje się w wyjątkowo w ich ubraniach niezależnie od pogody i okazji, oraz że idealnie dopasowują się one do każdej sylwetki nadając jej doskonałe proporcje i wygląd". Brzmi świetnie, czegoś takiego właśnie szukałam!
Płaszcz z kolekcji jesienno-zimowej to połączenie kroju trenczu z wygodą i funkcjonalnością zimowej parki. Jest dość długi. Z kolei płaszcz na wiosnę i lato jest krótszy i cieńszy - stanowi mariaż elegancji kroju przedłużonej marynarki z wygodą i funkcjonalnością kurtki sportowej. Płaszcze dostępne są w zachwycających kolorach. Kupiłabym model na zimę i na wiosnę bez wahania, ale... no ale na ten moment nie jestem w stanie od ręki wydać na kurtkę 890 złotych (modele z kolekcji wiosna-lato 2017) czy 700 złotych (tyle kosztują po przecenie modele jesienno-zimowe z sezonu 2016/2017, cena przed przeceną to 980 złotych).

Cena może zwalać z nóg, ale nie chcę przez to napisać, że jest za wysoka - widocznie koszty materiałów i produkcji nie należą do najniższych, a i dziewczyny muszą przecież coś zarobić (no i taki płaszcz to też nie jest zakup na jeden sezon, ale na lata, tak mi się wydaje). Płaszcze powstają wyłącznie w Polsce przy współpracy z polskimi firmami i szwalniami. Do produkcji płaszczy, oprócz batiku, stosowane są tkaniny zapewniające ochronę niezależnie od pogody. Wykorzystywany wierzchni materiał charakteryzuje się wysoką nieprzepuszczalnością wody, ale jednocześnie oddycha. Płaszcze Not Wet łączą więc to, co dotąd było niespotykane: wodoodporną tkaninę i egzotyczną, wytrzymałą bawełnę. By zapewnić nieprzemakalność płaszczy, stosowane jest również podklejanie szwów.

Na razie płaszcz Not Wet z kolekcji wiosenno-letniej pozostaje w strefie moich zakupowych marzeń, ale mam nadzieję, że uda mi się uzbierać na model jesienno-zimowy - żeby nie moknąć w drodze do przedszkola, rozweselać szarości kolorami i czuć się kobieco! Na wiosnę i lato dziewczyny przygotowały płaszcze w kilku soczystych kolorach; pewnie wybrałabym czerwony albo fioletowy ;)

Udostępnij

Google+

3 komentarze :

  1. Płaszcze super, tylko cena :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Płaszcze boskie - tak samo torebki! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Joissy rzeczywiście śliczne! Zwłaszcza czarna, z drugiej strony, ja mojego skip hopa kupiłam właśnie mniej więcej w cenie czarnej Joissy i w takiej jest większość skip hopów. Oczywiście, są i modele za dziewięćset, no ale to już nisza :) Czarna Joissy też mnie ujęła i aż troszkę zapragnęłam ją mieć :D z drugiej strony, ciekawa jestem jej trwałości, czy dorównuje niezniszczalnemu skiphopowi.
    Zegarki Plantwear to cuda <3 drogie cuda, ale i na mojej wishliście.
    A parki? Ładne, pomysłowe i oryginalne, ale rany boskie, nie za taką cenę! Ja rozumiem, że materiały i jakość kosztują, ale ktoś tu jednak nieco przesadził.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane.

Komentarze zawierające treści obraźliwe i złośliwe, a także zawierające reklamy, linki do sklepów i stron firmowych oraz stanowiące wsparcie dla marketingu szeptanego nie będą publikowane.

Moderacja komentarzy może trwać do 48 godzin.