Moja Farma Urody. Monika Górska i jej ultranaturalne, roślinno-ziołowe kosmetyki z Podlasia

6 listopada 2017

Choć ma dopiero trzydzieści cztery lata, swoim życiorysem, rozległą wiedzą z kilku dziedzin i zainteresowaniami mogłaby obdarzyć kilka osób. Dwa lata temu zrezygnowała z kariery naukowej w Stanach Zjednoczonych, podejmując decyzję o... przyjęciu rodzinnego gospodarstwa na Podlasiu, gdzie wreszcie mogła oddać się swojej wielkiej pasji - zielarstwu. Stworzyła Moją Farmę Urody - markę ultranaturalnych, świeżych kosmetyków, wytwarzanych na bazie uprawianych przez nią ziół, kwiatów, warzyw i owoców.

Monika Górska - bo o niej mowa - to kobieta, z którą można by godzinami rozmawiać o naturalnej pielęgnacji skóry z wykorzystaniem ziół i roślin. Poznałyśmy się, gdy przygotowywałam dla Was przegląd polskich kosmetyków na lato. Na Moją Farmę Urody trafiłam na Instagramie, ale nie pamiętam, czy przez reklamę, czy też po prostu któraś z obserwowanych przeze mnie osób pokazała na zdjęciu opracowany przez Monikę olejek marchwiowy. W każdym razie – bardzo zaintrygowana tym olejem i pozostałymi kosmetykami – napisałam do Moniki pierwszego maila, potem kolejnego... Nasza korespondencja rosła, aż w końcu umówiłyśmy się na pierwszą rozmowę telefoniczną, która trwała aż półtorej godziny! Następne nie były dużo krótsze ;) Po zapoznaniu się z historią Moniki i z jej fenomenalnymi kosmetykami, których nie znajdziecie nigdzie indziej (czy znacie polską firmę, która ma w ofercie masło z czerwonej koniczyny? albo masło skrzypowe? albo olejek z kocanki?), nie mogłabym i Wam ich bliżej nie przedstawić.

Z wielką przyjemnością zapraszam więc Was do przeczytania zapisu mojej kolejnej rozmowy z Moniką, w czasie której nie tylko opowiedziała nieco więcej o Mojej Farmie Urody, ale i zdradziła swoje sprawdzone sposoby na zachowanie urody na długie lata oraz opowiedziała o tym, w jaki sposób prawa fizyki i chemii wpływają na wygląd naszej skóry - nie muszę chyba dodawać, że warto w tej kwestii Monice zaufać, ponieważ chemię, fizykę i botanikę ma w małym palcu. Monika podzieliła się też ze mną swoimi bardzo ambitnymi planami dydaktycznymi, które z pewnością Was zaskoczą...


MOJA FARMA URODY. MONIKA GÓRSKA I JEJ ULTRANATURALNE,
ROŚLINNO-ZIOŁOWE KOSMETYKI Z PODLASIA

Justyna Ziembińska-Uzar, Kupuję Polskie Produkty: Moniko, po naszych wielogodzinnych rozmowach długo zastanawiałam się, w jaki sposób cię najlepiej przedstawić i ostatecznie doszłam do wniosku, że nie zrobię tego tak dobrze, jak ty sama. Kim jesteś? Współczesnym wcieleniem Marii Skłodowskiej-Curie, a może bogini Mokosz? Tylko nie mów, że jesteś "zwykłą dziewczyną z Podlasia", która w pewnym momencie swojego życia po prostu postanowiła tworzyć świeże, pozbawione konserwantów i szkodliwych substancji kosmetyki, bo od zawsze interesowała się naturalną pielęgnacją i przy okazji zauważyła lukę na rynku (śmiech). Opowiedz, proszę, o sobie i o swojej historii – bez takiej autoprezentacji nawet nie zacznę z tobą rozmawiać o Mojej Farmie Urody…
Monika Górska, Moja Farma Urody: Maria Skłodowska-Curie jest dla mnie wzorem do naśladowania i fenomenem na skalę światową, ale chyba nie śmiałabym się do niej porównywać. Skoro jednak już ją przywołałaś, to chciałabym powiedzieć, że moim wielkim marzeniem jest, aby historia tej kobiety, jej niezwykłe nastawienie do służenia nauce i społeczeństwu, jej fenomenalna charyzma i odwaga były znane bardziej – i na pewno wkrótce mocniej się w to zaangażuję. Od Marii Skłodowskiej-Curie możemy się bardzo wiele nauczyć, w szczególności my – jako kobiety.

Ja z wykształcenia i z zawodu jestem biochemikiem. Mówiąc dokładniej, zajmuję się badaniem roślin pod względem ich składu chemicznego i możliwości tworzenia leków roślinnych. Przez wiele lat pracowałam dla firm biotechnologicznych i farmaceutycznych. Dwa lata temu wróciłam ze Stanów Zjednoczonych do Polski, na Podlasie, aby przejąć rodzinne gospodarstwo i jednocześnie rozwinąć działalność o Moją Farmę Urody.

Dom rodzinny opuściłaś tuż po maturze, prawda?
Tak, wyjechałam na studia do Warszawy, później przeniosłam się na studia do Holandii – do Utrechtu, stamtąd do Niemiec do Drezna, później do Wielkiej Brytanii i do Stanów. Po kilkunastu latach spędzonych na obczyźnie, postanowiłam zrobić sobie dłuższy urlop i spędzić dwa lata w rodzinnych stronach.

Dwa lata szybko minęły, a ty nie zdecydowałaś się na powrót do Stanów. Dlaczego?
Chyba dlatego, że w końcu odnalazłam spokój i że jest mi tutaj dobrze – po prostu jestem szczęśliwa. W Polsce poczułam potrzebę zmian w życiu. Zrozumiałam, że po tylu latach pracy naukowej, chciałabym się teraz poświęcić badaniom nad ziołami i na nauczaniu – i oczywiście na rozwijaniu Mojej Farmy Urody. Chciałam też odciążyć moich rodziców w prowadzeniu ponad stuhektarowego gospodarstwa.

Twoje kosmetyki są efektem twojej ciężkiej pracy, nierzadko fizycznej. Czego nauczyło cię życie na wsi? W jaki stopniu Cię ukształtowało?
Z pewnością nauczyło mnie pracowitości i zahartowało, choć nie tylko. Myślę też, że gdyby nie codzienny kontakt z przyrodą, nie zainteresowałabym się roślinami i nie zostałabym biochemikiem.

Pamiętam, jak po powrocie z wakacji dzieciaki w szkole opowiadały o tym, co robiły przez te dwa miesiące wolnego. Ja zawsze spędzałam wakacje tak samo – pracowałam u rodziców. Czasami się buntowałam i było mi po prostu przykro, że nie mogę odpocząć, ale teraz, patrząc z perspektywy trzydziestoczteroletniej kobiety, jestem przekonana, iż to, jak wiele osiągnęłam, wynikało właśnie z podejścia moich rodziców i ich metod wychowawczych. W naszym domu nie padały takie stwierdzenia jak "nie chce mi się" czy "nie mam ochoty". Była określona praca do wykonania, bez względu na to, czy to się komuś podobało, czy nie – spróbuj na przykład nie opielić marchewki, a zobaczysz, jakie będziesz miała plony... Jako rodzina spędzaliśmy dużo czasu przy wspólnej pracy. Nigdy też nie było u nas podziału na zadania dla chłopców i dziewcząt. Ja i moja siostra musiałyśmy potrafić wykonywać te same prace, co mój brat.

Z perspektywy czasu jestem bardzo wdzięczna losowi za to, w jakiej rodzinie się wychowałam. Faktem jest, że od dziecka kochałam przyrodę i zawsze byłam jej ciekawa. To, że pójdę na studia przyrodnicze, było pewne – zastanawiałam się jedynie, na jaki kierunek. Nie do końca interesowała mnie biologia makroorganizmów, bardziej to, co jest widoczne pod mikroskopem – idealny byłby dla mnie kierunek łączący biologię, chemię i fizykę. I chyba dlatego poszłam właśnie na biotechnologię, a konkretnie – na biochemię. Ale to było dawno temu (śmiech).

Od początku wiedziałaś, że Moja Farma Urody ma być marką, która – jak sama mówisz – ma pomóc wydobywać z Polek słowiańskie piękno?
Tak. Wiesz, w trakcie tylu lat na emigracji poznałam kobiety chyba wszystkich narodowości i zauważyłam zjawisko, które określam mianem zachwytu nad słowiańską urodą i generalnie Słowiankami. Polki są stawiane za wzór naturalnego piękna, choć nie zawsze one same są o tym swoim pięknie – zewnętrznym i wewnętrznym – przekonane. Chciałabym pomóc im to piękno wydobyć.

Polska historia jest przepełniona bohaterkami, odważnymi kobietami, naukowczyniami. Tylko my musimy te kobiety światu przedstawiać. Nie zliczę Ci teraz, jak wiele Polek osiągnęło wspaniałe sukcesy za granicą; są one właścicielkami firm, agentkami nieruchomości, naukowcami, są wspaniałymi dziewczynami, które wszystko zaczynały od początku. Mieć takie kobiety w gronie przyjaciół to dla mnie najpiękniejszy dar.

Podobnie jest z zielarstwem – zobacz, jak mocne mamy w Polsce tradycje związane z pielęgnacją ziołami. Nasza farmakopea, czyli "księga roślin leczniczych", jest jedną z najstarszych w Europie. Z kolei nasze babcie, prababcie, praprababce – i można by tak dalej wymieniać – nie miały dostępów do ekstraktów z egzotycznych roślin. Stosowały tylko to, co miały w kuchni oraz w ogródku, i jakie mały cery i włosy? Przepiękne!

Tradycje zielarstwa są u nas niezwykle bogate i ja w Mojej Farmie Urody chcę pielęgnować słowiańską urodę właśnie poprzez starodawne receptury zielarskie. Gospodarstwo, które przejęłam po moich rodzicach, było w posiadaniu naszej rodziny od dziesiątków lat, dlatego mogę zagwarantować własnym nazwiskiem, iż zawsze było, jest i będzie uprawiane ekologicznie i naturalnie. Bardzo mocno wierzę, iż rośliny, zioła, kwiaty są nośnikiem energii dla kobiet, dlatego są tak dobre dla naszej pielęgnacji, pomagając wzmacniać też kobiecą energię.
Porozmawiajmy zatem o twoich ziołowo-roślinnych kosmetykach. Nie ma w nich wody, konserwantów i innych substancji uznawanych za szkodliwe. Sięgasz za to po tak niecodzienne składniki jak kwiaty z czerwonej koniczyny, skrzyp, owoce jarzębiny, kwiaty kocanki, liście pokrzywy, jarmuż czy po prostu uprawiana przez Ciebie ekomarchew, z których robisz masła i oleje. Jak te dary natury wpływają na naszą skórę i na cerę?
Tak, to prawda – w moich kosmetykach nie ma wody, ponieważ każdy kosmetyk, który zawiera wodę, musi być konserwowany. Mianem kosmetyków naturalnych określa się te wyroby, które mają do 95 procent surowców naturalnych (czyli nie syntetycznych). Kosmetyki, które nie zawierają wody, są bardzo skoncentrowane, jednakże mają one oczywiście krótsze terminy przydatności. Jeżeli jednak są świeże, to już sama witamina E wystarcza, aby zabezpieczyć zawarte w nich nienasycone kwasy tłuszczowe przed utlenianiem.

Ja każdą recepturę – czy to dla Mojej Farmy Urody, czy dla firm kosmetycznych z którymi współpracujemy – opracowuję osobiście. Opracowywanie receptur to praca, którą absolutnie kocham! Pochłania mnie tak mocno, że czasem w pracy zastaje mnie noc. Tworząc nową recepturę, bardzo często tracę pojęcie czasu.

Moja filozofia dotycząca kosmetyków jest bardzo prosta. Kobieta zasługuje na to, aby stosować tylko i wyłącznie najlepsze, najzdrowsze kosmetyki. Dla mnie nie ma, nie było i nie będzie odstępstwa od tej reguły. Kobiety są ważne dla świata i muszą mieć w życiu to, co najlepsze.

Zioła uzdrawiają, leczą, przenoszą dobrą energię i moc dla kobiet, i dlatego są podstawą moich kosmetyków. Są absolutną skarbnicą różnorakich wartościowych substancji. Taka marchew jest bardzo bogata w beta-karoten – a ten niezwykle silnie pobudza nasze komórki skóry do tworzenia kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Czerwona koniczyna jest niebywale bogata w odmładzające fitohormony. Z kolei kocanka polna jest nie do zastąpienia na "pajączki na nogach" i do cery naczynkowej. My na naszej podlaskiej ziemi dosłownie żyjemy wśród skarbów!

Samo regularne stosowanie możliwie jak najbardziej naturalnych, świeżych kosmetyków to chyba jednak za mało, by móc cieszyć się zdrowym i pięknym wyglądem, prawda?
Masz rację. Moim wielkim pragnieniem jest, aby kobiety pamiętały o tym, iż na urodę i nasz wygląd składają się dwa czynniki. Są to… prawa fizyki i chemii.

Prawa fizyki i chemii?
Tak, nie przesłyszałaś się. Prawa fizyki w odniesieniu do skóry to grawitacja, która działa od „głowy do stóp”. Już wszystko tłumaczę.

Jeżeli mamy troszkę odwrócić procesy "opadania w dół", to musimy robić zabiegi w kierunku przeciwnym – polega na tym na przykład masaż twarzy, który będę polecać do końca mych dni jako najlepszy zabieg odmładzający. Masuj twarz przy każdej okazji, a na pewno rano przy demakijażu (olejki do demakijażu są do tego świetne!) i wieczorem w trakcie nakładania kremu lub olejku. Masuj chociaż przez trzy minuty, a gwarantuję ci, że będziesz zachwycona efektami. Najlepiej i najprościej masaż twarzy wykonywać od szyi w górę, masując policzki od nosa do uszu, i czoło od wewnątrz do zewnątrz. Koniecznie trzeba pamiętać o oczach – skórę wokół masujemy czwartym palcem od kciuka ma on najmniejszą siłę ucisku, więc jest najdelikatniejszy.

Niezwykle ważne są też ćwiczenia fizyczne. Nic tak nie wyrzeźbi piersi, jak basen – i ich tak pięknie nie podniesie. Skakanie na skakance czy na trampolinie to też świetny sposób na silne odmłodzenie organizmu – a są to metody naturalne, które wymagają od nas jedynie czasu.

Drugą kwestia jest działanie praw chemii, a dokładnie tego, co się dzieje z naszymi komórkami. Wiemy, iż się one starzeją, ich metabolizm z wiekiem zwalnia. I tutaj podam ci przykład. Nasze komórki skóry właściwej, fibroblasty, są odpowiedzialne za produkcję kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. I teraz ja – jako naukowiec – tworząc recepturę kosmetyku, zadaję sobie pytanie, w których roślinach znajdę substancje, które naturalnie pobudzą komórkę do zwiększenia produkcji kolagenu czy elastyny.

Jeżeli opracowuję recepturę kosmetyków do cery trądzikowej, zastanawiam się najpierw, co zrobić, aby komórki wydzielały mniej sebum, jak zahamować procesy zapalne, jak zahamować namnażanie bakterii. Jeżeli tworzę recepturę kosmetyków na blizny, zadaję sobie pytanie, jak pobudzić komórki do gojenia, ponieważ jeśli nie ureguluje się działania komórki, jej metabolizmu, to proces samoleczenia i samogojenia nigdy nie będzie efektywny, a w całej pielęgnacji chodzi właśnie o to, aby stworzyć dla skóry warunki idealne i dostarczyć jej tego, czego potrzebuje, by sama się leczyła.

Jeśli ma się wiedzę, w jaki sposób funkcjonuje komórka, jakie ma cykle metaboliczne, jak substancje aktywne zawarte w roślinach wpływają na ten metabolizm, to jest się w stanie stworzyć skutecznej receptury kosmetyku.
Czyli – by tworzyć kosmetyki – powinno się mieć solidną wiedzę biochemiczną?
Przy kosmetykach zielarskich jest to absolutną podstawą, ponieważ każda receptura musi być synergiczna i ukierunkowana. Jej składniki muszą się wzajemnie uzupełniać i potęgować swoje działanie, jak również kierunkować metabolizm komórki na określone efekty, na przykład na efekt przeciwstarzeniowy czy przeciwzapalny. Jestem zwolenniczką teorii, iż zdrowa komórka jest najlepszym wyznacznikiem młodości, piękna i zdrowej skóry, i trzeba robić wszystko, aby naturalnie pobudzać jest potencjał do regeneracji.

Tak prosta rzecz jak witamina C. Każdy wie, że działa wspaniale na skórę, ale jak przyjrzymy się dokładnie, w jakich reakcjach chemicznych uczestniczy, to będziemy wiedzieli, że na przykład – aby wykorzystać jej pełen potencjał przy produkcji kolagenu – trzeba jeszcze dobrać roślinę z odpowiedniki aminokwasami, że trzeba dodać do receptury roślinę z krzemem, oraz siarką i do tego jeszcze nie można zapomnieć o kwasach omega 3 i 6. Dla mnie to jest właśnie pełna receptura kosmetyku, i ja takie receptury tworzę.

Jestem naprawdę bardzo szczęśliwa, ale tak bardzo wewnętrznie szczęśliwa, że mogę swoją wiedzą chociaż odrobiną przyczynić się do polepszania życia kobiet. I cieszę się, gdy moje klientki piszą, że są bardzo zadowolone z kosmetyków, gdy same zgłaszają się z nowymi pomysłami – ja wtedy siadam do mojego recepturarza i tworzę dla nich coś dobrego. To jest piękne.

Zielarstwo czy – mówiąc ogólniej – wiedza o roślinach zielarskich nie jest głównym nurtem w edukacji, czy to medycznej, czy chemicznej, dlatego nie ma wielu „specjalistów” w tej dziedzinie. Moja praca na Mojej Farmie Urody polega w bardzo dużej mierze właśnie na tworzeniu receptur.

Z której receptury jesteś najbardziej dumna?
Dla naszego amerykańskiego klienta bardzo długo pracowałam nad recepturami kosmetyków na bazie soków z kiełków z odpowiednimi olejkami ziołowymi. Bardzo lubię tego typu receptury. Wspomniane kosmetyki będą dostępne w Stanach – mam nadzieję – na przełomie 2018 i 2019 roku. Poza tworzeniem receptur najwięcej czasu spędzam obecnie nad odkrywaniem i badaniem naturalnych związków konserwujących. Chciałabym niedługo powołać zespół badawczy, który będzie się tym tematem zajmował.

Czy postać kosmetyku ma znaczenie w pielęgnacji? Wspomniałam, że twoje produkty mają postać masła lub olejku – dlaczego?
Będę zawsze bardzo uwrażliwiała kobiety na jednym punkcie. Najważniejsze jest to, jakich kosmetyków używacie wtedy, kiedy skóra ma otwarte pory, czyli w wannie, pod prysznicem, w saunie – wszędzie tam, gdzie jest ciepło. Wówczas składniki kosmetyków przenikają przez skórę do układu limfatycznego, dlatego w takiej sytuacji lepiej sięgnąć po kosmetyk naturalny, ponieważ ma to bezpośredni wpływ na kobiece zdrowie i samopoczucie.

Czy postać kosmetyku ma znaczenie w pielęgnacji? Tak, dlatego że według mnie najbardziej naturalne kosmetyki to olejki tłoczone na zimno. Ja wiem, że bardzo wiele kobiet na samą myśl „olejek do ciała” ma przed oczami oliwki, które dawniej stosowano u dzieci i które trudno się wchłaniały – ale olejek tłoczony na zimno to jest zupełnie inny produkt, który wspaniale nawilża skórę i jest całkowicie naturalny. Olejków i maseł najlepiej używać pod prysznicem, na wilgotna skórę, wykonując jednocześnie pięciominutowy masaż. Ta ilość kosmetyku, która ma się wchłonąć przez pięć minut, wchłonie się, pozostały niewielki nadmiar trzeba wytrzeć ręcznikiem. To samo dotyczy olejków do twarzy – trzeba wsmarować kilka kropelek, w zależności od skóry albo raz na dzień, albo raz na kilka dni. Wyobraź sobie, że jeśli postawisz obok siebie pięć kobiet i każda z nich zaaplikuje sobie na buzię po pięć kropelek olejku konopnego, to u każdej z nich ten olejek wchłonie się inaczej. Dla jednej pięć kropel to będzie za mało, dla innej za dużo. Nie ma dwóch takich samych kobiet o takich samych potrzebach, i to jest przecudowne – dlatego trzeba obserwować reakcję swojej cery, by wiedzieć, czy potrzebuje więcej, czy mniej kosmetyku.

Bardzo często edukuję również klientki, jak używać kosmetyków bez dodatku wody. Po pierwsze używamy jednej trzeciej ilości tego, co w kosmetykach z wodą, ponieważ kosmetyki bez dodatku wody są niezwykle wydajne i skóra szybciej się nimi nasyca. Po drugie stosujemy je tak, jak olejki i masła – czyli na ciepłą skórę, a niewchłonięty nadmiar wycieramy ręcznikiem.

Jakie kosmetyki znajdziemy obecnie w ofercie Mojej Farmy Urody?
Na razie podstawowe kosmetyki ziołowe – olejki do demakijażu, masła do ciała, krem do twarzy, różnego rodzaju tłoczone na zimno olejki do pielęgnacji cery, ciała i włosów, mus do dłoni, peeling do ciała, sól do kąpieli. Bardzo dużo receptur opracowujemy dla naszych klientów, czyli zagranicznych firm kosmetycznych, ale pracuję teraz nad świetnymi recepturami na ziołowe maści pielęgnacyjne i specjalne masła do pielęgnacji włosów, które będą dostępne tylko u nas w sklepie.

Moniko, czy każdy może stosować kosmetyki ziołowe?
Aplikowanie wyciągów ziołowych czy warzywnych na skórę jest bezpieczne. W recepturach moich kosmetyków nie ma roślin, które uczulają. W przypadku wewnętrznego stosowania ziół trzeba uważać, ponieważ może dochodzić do różnorakich interakcji. Nie polecam na przykład dziurawca przy antykoncepcji, ponieważ hamuje on jej działanie. Jest cała gałąź nauki która zajmuje się badaniem interakcji miedzy lekami a ziołami.

Wróćmy jeszcze na moment do receptur – jaką rolę w ich komponowaniu odgrywa jedno z Twoich rozlicznych zainteresowań, jakim jest… czytanie starych książek farmaceutycznych z recepturami?
Jestem absolutnym molem książkowym! Nie wiem, czy ci o tym wspominałam, ale kolekcjonuję książki wydane około 1900-1930 roku – książki medyczne, farmaceutyczne, recepturowe. Są one dla mnie niezwykłą skarbnicą wiedzy, a ja też przecież muszę bardzo wiele informacji uzupełniać. Na studiach i w mojej praktyce naukowej wykorzystuje się raczej "wiedzę nowoczesną", natomiast ja wielokrotnie przekonałam się, że stare i nierzadko zapomniane receptury są dużo bardziej skuteczne.

Receptury to jednak tylko połowa sukcesu. Zawsze podkreślasz, że w produkcji kosmetyków niezwykle ważny jest nie tylko sam dobór składników, ale i ich pochodzenie.
Umiejętny dobór składników – jeśli chcesz zrobić naprawdę dobry, skuteczny kosmetyk – jest bardzo ważny, jednakże kwestia pochodzenia składników jest szalenie istotna. Rośliny mogą syntetyzować bardzo wiele związków, ale na przykład nie mogą syntetyzować składników mineralnych, muszą je pobrać z gleby.

Gleba to jest taki hipermarket – taka marcheweczka wybiera się z koszyczkiem na zakupy i chce w tym hipermarkecie dostać cynk, magnez, selen, siarkę, ale nagle okazuje się, że w tej glebie tych składników nie ma, ponieważ jest źle nawożona, więc nasza biedna marchewka nie włoży do swojego koszyczka potrzebnych składników. Możesz mieć sytuację, w której dwie marchewki z dwóch różnych upraw mają kompletnie inny skład chemiczny – dlatego pochodzenie surowca jest tak istotne. Wiesz, co jest najpiękniejsze w ziołach? To, że one rosną bardzo często dziko i na bogatych glebach nieuprawnych, stąd są one tak bogate w składniki aktywne. Przy okazji – trzeba widzieć, kiedy zbierać zioła, w jakiej pogodzie, przy jakiej fazie księżyca, przy jakiej wilgotności. Ma to ogromny wpływ na zawartość składników odżywczych.

Co jeszcze – poza ultranaturalnymi recepturami i składnikami z własnych upraw – wyróżnia Moją Farmę Urody na tle innych producentów kosmetyków?
Przede wszystkim sam sposób powstawania kosmetyków i to, skąd pochodzą surowce do ich powstania.

Na Mojej Farmie Urody mamy własną tłocznię olejów, dlatego są one naprawdę ultraświeże. Klientka dostaje produkt w ciągu maksymalnie siedmiu dni od wytłoczenia – nie od przelania w butelkę zakupionego wcześniej u hurtownika oleju, tylko od momentu wytłoczenia. Naszą dużą przewagą jest właśnie to, iż nasze klientki zawsze dostają produkty świeże, dlatego że to my je u sobie wytwarzamy, dzięki temu, że mamy własne zioła i tłocznię. Pozwól mi tutaj na małą dygresję o olejku konopnym. Nasz olejek konopny jest zawsze bardzo świeży, ma zielonkawe zabarwienie, które wynika z obecności chlorofilu, substancji jednej z nielicznych na świecie o niewyobrażalnych wręcz zdolnościach do regeneracji skóry, odżywienia go i hamowania stanów zapalnych; bardzo bogata w chlorofil jest również pokrzywa. Po wmasowaniu olejku konopnego w twarz czuć, że skóra zaczyna "pracować" – staje się ciepła, poprawia się jej ukrwienie, a więc staje się lepiej odżywiona. Jednak im olej starszy, tym bardziej przezroczysty, dlatego już po samym wyglądzie produktu można ocenić jego świeżość.

Zioła, warzywa, owoce, kwiaty zbieramy z naszych terenów Natury 2000. Rosną one na czystej ziemi, zawsze uprawianej ekologicznie. Wedle mojej wiedzy, jesteśmy chyba jedyną firmą, która bazuje na własnych surowcach. My naprawdę sami siejemy, uprawiamy i zbieramy, więc wiem o pochodzeniu każdego listka pokrzywy i każdego płatka nagietka lekarskiego.

Moją Farmę Urody prowadzisz już od dwóch lat, ale w Polsce twoje kosmetyki nie są jeszcze szeroko znane – i w tym miejscu nieskromnie powiem, że mam ogromną nadzieję, że się to zmieni po publikacji naszej rozmowy na moim blogu. Dużą popularnością cieszą się jednak poza granicami naszego kraju, a i produkowane przez ciebie surowce wykorzystywane są przez inne firmy kosmetyczne z niemal całego świata do wytwarzania własnych produktów. Czy mogłabyś nieco bardziej rozwinąć wątek obecności Mojej Farmy Urody za granicą?
Tak, w chwili obecnej pracujemy dla kilkunastu firm zagranicznych, które albo kupują od nas zioła, albo kupują od nas surowce kosmetyczne, na przykład oleje czy masła, albo zlecają nam tworzenie kosmetyków pod ich marką własną z naszych surowców. Nie ukrywam, iż jesteśmy już zakontraktowani prawie w stu procentach, ale zawsze staram się odłożyć troszkę surowca na kosmetyki dla klientek Mojej Farmy Urody.

Bardzo dużo eksportujemy naszych olejków ziołowych do Stanów i Kanady, aczkolwiek każda firma ma u nas zakontraktowane pewne limity na rok, ponieważ wiemy, jak dużo produktów jesteśmy w stanie wytworzyć tylko ze swoich ziół. Nasze kosmetyki można też kupić między innymi w Czechach czy w Wielkiej Brytanii i co już mogę zdradzić w przyszłym roku otwieramy sklep z naszymi kosmetykami w Chicago.

Wiem, że nie chcesz jedynie dostarczać swoim klientkom świeżych, naturalnych kosmetyków, ale i chcesz je edukować w zakresie naturalnej pielęgnacji. W jaki sposób dzielisz się swoją rozległą i naprawdę imponującą wiedzą?
Już chyba mogę zdradzić, że powstał kanał edukacyjny na YouTube (TUTAJ - przyp. KPP), na którym będę prowadziła ciekawe wykłady o pielęgnacji. Pierwsze filmiki dotyczą mojego dziennika pielęgnacji. Zapraszam też na profil Mojej Farmy Urody na Facebooku oraz do zakładki "Artykuły" na stronie mojafarmaurody.pl, jednakże zdecydowanie więcej jestem w stanie pokazać i wytłumaczyć właśnie na nagraniu. Zebrałam mnóstwo maili od klientek i osób, które śledzą Moją Farmę Urody w Internecie, zanalizowałam je – do poruszanych w nich tematów i problemów na pewno będę się odnosić właśnie na moim kanale na YouTube. Ponadto podzielę się mnóstwem cennych porad związanych z pielęgnacją – jak mieć piękną i rozświetloną cerę, jak ujędrnić ciało i tak dalej. Będzie bardzo ciekawie!
Ja z kolei jestem bardzo ciekawa, jak wygląda Twoja codzienna pielęgnacja. Jakie produkty stosujesz i dlaczego? Po które nigdy nie sięgniesz?
Na początek i koniec dnia sięgam po olejek do demakijażu – jest to dla mnie najbardziej naturalna forma demakijażu. Olejek się wspaniale spłukuje wodą. Warto mieć świadomość, że skórę nad ranem również dobrze jest oczyścić, ponieważ intensywnie pracowała ona w nocy – makijaż lepiej nałożyć na świeżą i oczyszczona cerę. Wieczorem aplikuję kilka kropelek oleju konopnego z witaminami C, A, E, aczkolwiek bardzo lubię też olejek wiesiołkowy. Raz na tydzień wykonuję masaż twarzy olejkiem marchwiowym z witaminami A, E, C oraz nakładam maseczkę ze świeżo utartego chrzanu, oczywiście z naszego ekoogródka. Do ciała pod prysznicem bardzo lubię olejek nagietkowy i masło marchwiowe. Moja najukochańsza rzecz an świecie to kąpiel do dodatkiem olejku rumiankowego i olejku ze słodkiej pomarańczy - nawet nie wiesz, ile mi wtedy w wannie pomysłów do głowy przychodzi (śmiech).

Dobrze słyszałam - maseczkę z chrzanu?
Tak, uwielbiam ją! Trzesz chrzan, niewielki korzeń o długości około dwudziestu centymetrów. Powstałą papkę zalewasz troszkę wodą, aby powstał sok, ten sok aplikujesz na twarz, ja używam do tego celu pędzelka kosmetycznego. Ta maseczka cudownie rozjaśnia cerę, jest bardzo silnie antybakteryjna, świetnie oczyszcza twarz, a skóra po niej jest naprawdę bardzo ożywiona. Za pierwszym razem po jej założeniu może wystąpić uczucie pieczenia, ale moja skóra jest już do tego przyzwyczajona, więc ja już tego zupełnie nie czuje.

Kocham też… przecierać twarz sokiem z kiszonych ogórków, nie kwaszonych, tylko kiszonych. To jest taki rodzaj ekspresowej maseczki – jak wtedy, kiedy idziesz do kosmetyczki i prosisz, by w pięć minut nałożyła ci cud-maseczkę, bo zaraz wychodzisz na bal. Skóra po soku z kiszonych ogórków jest idealna! O takich właśnie sekretach naturalnej pielęgnacji będę opowiadała na swoim kanale na YouTube.

Moniko, potrzebę edukowania masz chyba we krwi, prawda? Twoją drugą ogromną pasją jest właśnie dydaktyka, a szczególnie… nauczanie nauk ścisłych. Masz bardzo ambitne plany. Czy możesz je przybliżyć?
Z wielką przyjemnością. Moja Farma Urody to przede wszystkim miejsce, w którym powstają ultranaturalne kosmetyki dla wspaniałych polskich kobiet, ale dodatkowo prowadzimy bardzo dużo badań w naszych uprawach nad roślinami. Współpracujemy z uczelniami, doktoranci robią u nas badania na potrzeby swoich doktoratów; teraz wspólnie robimy badania nad wprowadzeniem do uprawy u nas na Podlasiu bardzo ciekawej rośliny kosmetycznej zwanej „ziołowym botoksem”, więc cały czas się u nas coś dzieje.

Pieniądze, które pochodzą ze sprzedaży kosmetyków za pośrednictwem sklepu internetowego Mojej Farmy Urody przeznaczane są na powstawanie szkoły edukacyjne dla wszystkich dziewcząt, które chciałaby poznać naukę z tej bardzo ciekawej i praktycznej strony. Bardzo bym chciała pokazać im, że nauka jest niezwykle ciekawa, interesująca i że za każdym wynalazkiem stoi jakiś człowiek; te postacie również chciałabym im przedstawiać. W zimie czeka nas zakup mikroskopów, książek, tablic i innych pomocy naukowych. Chciałabym też, aby dziewczyny uczyły się, na czym polega praca w laboratorium, jak to wygląda, jak się prowadzi badania naukowe i tak dalej. Mam wielką nadzieję, iż któraś nich wybierze tę drogę i dokona jakiegoś wspaniałego odkrycia. Tak czy inaczej, trzeba je najpierw zainspirować do wybrania tej drogi.

Jak tak z Tobą rozmawiam, to czuję, że i mnie w końcu byś nauczyła fizyki i chemii. Wiem, że mogłybyśmy rozmawiać godzinami, ale niestety w tym momencie musimy już skończyć. Życzę Ci, żebyś zrealizowała wszystkie swoje plany – mocno trzymam za nie kciuki i bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas, którego mimo wszystko na sielskiej, podlaskiej wsi nie masz zbyt wiele!


***


Mam wielką nadzieję, że po przeczytaniu powyższej rozmowy zerkniecie na stronę Mojej Farmy Urody i że zdecydujecie się wypróbować na własnej skórze kosmetyków, w których zamknięta jest ogromna moc uprawianych na Podlasiu ziół i roślin, które stosowały nasze babcie, prababcie, praprababcie... Mam też nadzieję, że będziecie śledzić poczynania Moniki w Internecie - ja już z niecierpliwością czekam na jej kanał na YouTube. Monika ma ogromny dar - nawet zawiłe kwestie jest w stanie przedstawić prostym, zrozumiałym językiem, a przy tym opowiada zajmująco; uwierzcie mi, że można jej słuchać i słuchać.

Monika cały czas rozszerza ofertę swoich kosmetyków. Gdy w czerwcu po raz pierwszy zajrzałam do Mojej Farmy Urody, w sprzedaży dostępne były same masła i olejki. Obecnie Monika nie tylko zmieniła etykiety na swoich produktach (piękne są, prawda? minimalistyczne i eleganckie), ale i wprowadziła sporo nowości, z których Waszej uwadze polecam szczególnie krem do twarzy z masłem marchwiowym, masłem wrzosowym, witaminą C, masłem z kwiatów czerwonej koniczyny oraz olejkiem z babki lancetowatej, mus do dłoni o równie bogatym składzie, w którym znajduje się między innymi olejek ze skrzypu, a także roślinny peeling do ciała wzbogacony solą himalajską. Moim osobistym odkryciem jest masło konopne, które naprawdę świetnie wycisza zmiany atopowe.

Kosmetyki od niedawna dostępne są także w specjalnie skomponowanych zestawach (więcej o nich TUTAJ), więc jeśli już pomału rozglądacie się za świątecznymi prezentami, być może któryś z zestawów zdecydujecie się podarować bliskiej osobie - mamie, babci, siostrze... lub po prostu sobie!
Zdjęcia: Agnieszka Werecha
- Justyna

author

Justyna Ziembińska-Uzar

Cześć! Nazywam się Justyna Ziembińska-Uzar i od 5 lat na swoim blogu opowiadam o ciekawych polskich produktach oraz przedstawiam polskie marki. Moją misją jest promocja patriotyzmu konsumenckiego w codziennym wydaniu. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej, na nowo odkrywając dla siebie hasło "dobre, bo polskie"!


Udostępnij ten post

5 komentarze :

  1. Design do złudzenia przypomina mi kosmetyki marki Asoa też czarne też białe. Na początku myślałam, że to ich kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w domu kosmetyki Asoa i nie zauważam podobieństwa - u Moniki mamy przeważnie czerń z odcieniami granatu, Asoa to z kolei ciemna zieleń i zupełnie inna estetyka etykiet.

      Usuń
    2. Etykiety maja czarne bardzo podobne. Tez mam te kosmetyki dlatego tak uważam, ze jeśli chodzi o etykietę to jest bardzo podobna. Ten sam kolor, podobna wielkość liter. Różni sie kolor opakowania. Widze bardzo duże podobieństwo. Jak zobaczyłam zdjęcie myślałam, ze to Asoa. Ale to tylko moje zdanie ��

      Usuń
    3. To chyba kwestia słoiczków, są dość często wykorzystywane przez rękodzielników. I łatwo dostępne :) asoa ma inną czcionkę. Ja trochę z innej beczki - czy kosmetyki posiadają ocenę bezpieczeństwa?

      Usuń
    4. Tak, mają. Surowce mają badania dermatologiczne i mikrobiologiczne bądź inne, np. pod kątem metali ciężkich.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane.

Komentarze zawierające treści obraźliwe i złośliwe, a także zawierające reklamy, linki do sklepów i stron firmowych oraz stanowiące wsparcie dla marketingu szeptanego nie będą publikowane.

Moderacja komentarzy może trwać do 48 godzin.

Moje przeglądy