Moja marka MIUMMASH. Aleksandra Tomzik i jej manufaktura obuwia oraz skórzanych akcesoriów

Aleksandra Tomzik to kolejna bohaterka mojego blogowego cyklu "Moja marka". Jej profil na Instagramie (#miummash) śledzę od dawna. Urzekła mnie autentycznością, otwartością, ciepłem i... przepięknymi butami - takimi, których nie znajdziecie w popularnych obuwniczych sieciówkach! Brak sklepu stacjonarnego nie przeszkodził jednak Oli w bezpośrednim kontakcie ze swoimi klientkami - wyremontowała kultową przyczepę Munsterland i to w niej od niedawna jeździ po Polsce, odwiedzając ze swoją rodziną i swoimi butami duże i małe miejscowości!

Ola to - jak sama mówi - zakochana w swoim mężu mama trzech córek. Nieustannie podąża za własną intuicją i uwielbia piec ciasta czekoladowe. Razem z mężem i dziećmi tworzy markę MIUMMASH, w której powstają ręcznie robione skórzane buty i torby dla lubiących żyć po swojemu kobiet. Można powiedzieć, że na buty była skazana - jest córką, wnuczką i prawnuczką szewca, choć próbowała oszukać przeznaczenie pracując w korporacji. Na szczęście dla miłośniczek tradycyjnego rzemiosła i wygodnego, skórzanego obuwia na lata - nie udało się :) Miłość do butów zwyciężyła - i między innymi o tym uczuciu miałam ogromną przyjemność porozmawiać z Olą!

MOJA MARKA MIUMMASH. ALEKSANDRA TOMZIK I JEJ MANUFAKTURA OBUWIA ORAZ SKÓRZANYCH AKCESORIÓW


Justyna Ziembińska-Uzar, Kupuję Polskie Produkty: Olu, polskie przysłowie mówi, że szewc bez butów chodzi, ale Ty udowadniasz, że jest zupełnie odwrotnie. Ile masz par butów?
Aleksandra Tomzik, MIUMMASH: To przysłowie jest bardzo prawdziwe i myślę, że odnosi się do każdego, kto wkłada całe serce w swoją pracę. Często zwyczajnie nie starcza już sił i czasu na wykonanie danej rzeczy również dla siebie.

U nas wygląda to o tyle inaczej, że wszystkie modele testuję najpierw sama lub robią to nasze córeczki. Mamy zatem w czym chodzić (śmiech). Nie jest to jednak imponująca kolekcja. Nie mam wielu par butów – jednak nie z powodu zabiegania czy zaniedbania, bardziej z wyboru i chęci uproszczenia sobie życia. Był czas, kiedy tworzyłam buty, w których sama nie chodziłam. To znaczy kolekcjonowałam je dla siebie, ale bardzo rzadko nosiłam. Zwykle było tak, że potrafiłam przechodzić całą zimę w jednej parze kozaków, które uwielbiałam, a na wszystkie imprezy chodziłam w jednych sprawdzonych szpilkach. Większość letnich dni spędzałam w moich idealnych sandałkach. Kiedy przed wyjściem z domu miałam podjąć decyzję, które buty zakładam, i tak kończyło się na sprawdzonych faworytach.

Podobno nie wiesz, jak się kupuje buty…
Tak. Zdarzało mi się kupować jedynie buty sportowe, kilka par butów podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych i buciki dla dzieci. Tak naprawdę nie wiem, jakiej jakości buty oferują inni producenci z naszej kategorii. Interesuje mnie tylko to, żeby nasze buty były na najwyższym poziomie.

Właściwie nie powinnam nazywać Cię "szewcem", prawda?
Masz rację. Nie mam fachu w rękach. Nigdy nie słyszałam też o kobiecie-szewcu. Robienie butów to ciężka, mozolna praca fizyczna. Kobiety szyją cholewki, pomagają na etapie wykończenia i pakowania butów. Szyć również jeszcze nie potrafię. Ale to jedno z moich marzeń. Ukochany zabytkowy Łucznik czeka w mojej szafie na wolniejszą chwilę.

Szewcem natomiast był mój pradziadek i dziadek, szewcem jest mój tata. Od dzieciństwa jestem zatem przesiąknięta wszystkim, co związane z produkcją obuwia. Rodzice zawsze pokazywali nam, że wszystko, co robimy jest wspólne. Że każdy z nas jest ważny i potrzebny, i że razem pracujemy na naszą przyszłość. Najważniejszy był oczywiście czas na naukę. Natomiast czas na zabawę był dzielony z czasem na pomoc rodzicom. I muszę tutaj zaznaczyć, ze nigdy nie traktowałyśmy tego jako przymusu. Najpierw razem z siostrą pomagałyśmy przy drobnych rzeczach, takich jak sznurowanie i pakowanie butów. Kiedy w wieku siedemnastu lat zrobiłam prawo jazdy, pomagałam w zaopatrzeniu w komponenty niezbędne do produkcji, zawoziłam towar do odbiorców. Cieszyło mnie to. Później, kiedy poszłam na studia, nie mogłam angażować się w firmę rodziców. Zaczął się natomiast inny etap, czyli zamawianie dla koleżanek modeli butów, które projektowałam dla siebie.

Wchodząc w dorosłe życie – pomimo rodzinnej tradycji – nie myślałaś jednak, by swoje życie zawodowe związać z branżą obuwniczą, prawda?
Dokładnie tak. Projektowanie obuwia traktowałam jako pasję. Razem z mamą wymyślałyśmy dla siebie modele inne niż produkowane na szerszą skalę przez zakład rodziców. Nasze buty często zwracały uwagę. Zarówno koleżanki, jak i spotkane przypadkiem kobiety chciały wiedzieć, gdzie można je kupić. Podobnie było w mojej pierwszej poważnej pracy, w amerykańskiej korporacji. W pewnym momencie połowa dziewczyn w biurze nosiła nasze buty, a ja ciągle nie wiązałam z tym żadnych poważnych planów.

Później przyszła na świat nasza pierwsza córeczka Hania, po niej Kalinka, a następnie Rita. Macierzyństwo bardzo mnie zmieniło. Dało mi szansę poznania obszarów, o istnieniu których nie miałam pojęcia. Dało mi świadomość niezwykłej siły, koncentracji na drugim człowieku –
na tym, co naprawdę ważne. Dało mi też odwagę do podjęcia próby przekształcenia pasji w konkretny plan.

Oczywiście nic by się nie wydarzyło bez mojego taty. Nie był to przełomowy moment, ponieważ zawsze wykonywał on moje projekty. Musieliśmy natomiast ustalić warunki współpracy na większą skalę oraz podział obowiązków.

Z tatą tworzycie zgrany team?
Bardzo. Bez pomocy taty MIUMMASH by nie istniało. Mój tata swoimi spracowanymi rękami nadaje kształt moim pomysłom. Konstruuje wzory na podstawie moich projektów czy koncepcji. Czuwa też nad przebiegiem produkcji. Jego wiedza, doświadczenie i talent dają mi pewność niezawodnej jakości. Nigdy nie usłyszałam od niego, ze czegoś nie da się zrobić. Zawsze uświadamia mi, jakie mogą pojawić się trudności na etapie produkcji – i wówczas razem szukamy rozwiązania. Tata jest bardzo cierpliwy, niewiarygodnie pracowity i dokładny. Czasem oczywiście potrzebuje kilku dni, żeby oswoić się z moimi, nieraz szalonymi, pomysłami, ale potem zabiera się do pracy – i tak powstaje dokładnie to, o czym marzyłam.

Jakie buty tworzycie i dla kogo?
Tworzymy buty dla kobiet poszukujących prostych, ponadczasowych form, doskonałej jakości i podkreślenia swojej kobiecości. Naszym założeniem jest, żeby kolekcje były przejrzyste i funkcjonowały poza sezonami. Oznacza to, że chcemy utrzymać linię, która będzie stała pod względem modeli i kolorów, natomiast pozostałe kolory i niektóre modele będą pojawiały się w limitowanych seriach. W tym momencie dostępnych jest sześć modeli butów dla kobiet, trzy modele dla dzieci i dwa modele toreb.
Od niedawna macie w ofercie obuwie dla mam i córek. Nie przypominam sobie, by na ten pomysł wpadła wcześniej jakakolwiek polska marka obuwnicza.
Tak, ja też nie spotkałam się z podobną kolekcją. Pomysł takich samych butów dla mam i córek zrodził się z potrzeby podkreślenia tego, co nas łączy. Wyjątkowej więzi między nami – kobietami. Nie mniej ważna była potrzeba, zupełnie prozaiczna, czyli chęć założenia dziewczynkom uroczych, stylowych bucików, w całości skórzanych i solidnie wykonanych. Byłam jednak pełna obaw. Miałam świadomość niszy, ale zastanawiałam się nad powodami jej istnienia: Czy kobiety potrzebują takich zestawów? Czy wymagania produkcyjne i organizacyjne nie są zbyt trudne do opanowania. Dzięki umiejętnościom mojego taty i mojej determinacji powstała pierwsza kolekcja. Ku naszej wielkiej radości, spotkała się z niezwykle entuzjastycznym i ciepłym odbiorem.

Twoje córeczki znają "sklepowe" obuwie?
Jak najbardziej. Najpierw nosiły buciki Gucio, później Emel, a także Ecco, Adidas i Emu Australia – bardzo cenię sobie ich jakość. Starszym córeczkom kupowałam też balerinki w sieciówkach. Jak wiele mam, chciałam, żeby poza zdrowymi dla stopek bucikami, miały też buciki, które będą ładnie wyglądać i pasować do delikatnych spódniczek czy sukienek. Nie znalazłam wtedy na rynku obuwia dla dziewczynek, które byłoby kompromisem między jakością a wyglądem. Po urodzeniu trzeciej córeczki przyszedł mi do głowy pomysł, żeby ten kompromis stworzyć.

Odkąd półtora roku temu wykonaliśmy pierwsze modele balerin i trzewików, córeczki noszą na co dzień do przedszkola i na większość okazji właśnie nasze buty. Są one wykonane w całości z miękkiej skóry naturalnej. Gumowa podeszwa odgina się z łatwością o wymagane 30 stopni względem podłoża, rozmiary od 22 do 26 mają też specjalnie wyprofilowaną wkładkę. Mam świadomość, że dzieci szybko niszczą buty, szczególnie takie, które nie mają zabezpieczonych przodów i tyłów, dlatego do każdej zakupionej pary butów załączamy specjalny wosk do reperowania otarć. U nas sprawdza się idealnie. Można zatem ze spokojem pozwolić dzieciaczkom eksplorować świat, a po aktywnym dniu z łatwością przywrócić bucikom idealny wygląd.
Wróćmy jeszcze na chwilę do samej rzemieślniczej produkcji obuwia. Bardzo bym chciała, żebyś choć pokrótce przybliżyła moim czytelnikom, jak taka produkcja wygląda. Czym obuwie MIUMMASH różni się do tego, które możemy kupić w popularnej obuwniczej sieciówce?
Nasza ręczna praca jest wieloetapowa. Dla mnie przetworzenie płaskich elementów w przestrzenną bryłę, dopasowaną do kształtu stóp, jest prawdziwą magią.

Najpierw trzeba dokładnie obejrzeć płat skóry – z którego będzie się wykrawać dany model – pod kątem uszkodzeń i przebarwień, które są normalnym elementem skóry naturalnej. Następnie należy rozplanować i wykroić ręcznie wykrój według formy. Wykrojone elementy należy "scienić" na brzegach, żeby miejsca łączeń były delikatne i nie obcierały. Kolejny etap to wklejenie usztywnień, sprzączek, zszycie wszystkich elementów, czyli wykonanie cholewki.

Dalej należy naciągnąć cholewkę na kopyto, czyli na formę, by ukształtować ją w odpowiedni sposób, co wymaga doświadczenia i cierpliwości, oraz przybić gwoźdźmi do podpodeszwy – jest to ćwiekowanie. Po chwili wyjmuje się wszystkie gwoździe, podgrzewa i przykleja podeszwy, ściska specjalną prasą i pozostawia buty na kilkanaście godzin do uformowania na kopytach.

Następnie zdejmuje się buty z kopyt, czasem nieźle się przy tym siłując. Wówczas przychodzi czas na wykończenie. Wyściółki, czyli wkładki, wycina się ręcznie i wytłacza na nich logo za pomocą gorącej prasy. Zarówno wkładkę butów, jak i wyściółkę trzeba umiejętnie posmarować klejem, żeby nie zabrudzić przypadkiem innych części buta. Później następuje czyszczenie ewentualnych drobnych zabrudzeń i pakowanie do pudełek.

Powiem szczerze, że nie znam dokładnie przebiegu procesu taśmowego. Z pewnością przyspiesza on produkcję, co obniża koszty. Nie można jednak reagować na bieżąco na pojawiające się problemy, co w przypadku produkcji butów jest bardziej regułą, niż wyjątkiem. Nie bez powodu mówi się, że ktoś klnie jak szewc. Tak samo wykrojone formy na tych samych kopytach za każdym razem mogą ułożyć się inaczej, co jest sporym wyzwaniem. Niedokładne zastosowanie kleju lub niezachowanie odpowiednich odstępów czasowych między etapami może skutkować rozklejaniem się butów. Przy pracy ręcznej mamy pełną kontrolę i możemy reagować na bieżąco na dane problemy na każdym etapie produkcji. Szewców, którzy potrafią zmierzyć się z tymi wyzwaniami i znają cały proces produkcyjny jest coraz mniej. Bardzo cenię ich umiejętności i zależy mi na tym, żeby byli godnie wynagradzani za swoją pracę.

No właśnie. Z jednej strony wszyscy chcemy butów na kilka sezonów, z drugiej – bardzo często cena ogrywa kluczową rolę podczas zakupów. Obuwnicze sieciówki ciągle zwiększają swoje dochody; przychody samej grupy CCC w ubiegłym roku przekroczyły ponad 3 miliardy złotych. Nie naprawiamy obuwia, wolimy jedną niedrogą parę zastąpić drugą. Na moim osiedlu zamykają się kolejne punkty prowadzone przez szewców. Jak odnajdujcie się na takim rynku? Skąd dowiadują się o Was klienci?
Weszliśmy na rynek nieśmiało, mając świadomość przesycenia rynku butów i powszechnych zachowań konsumentów. Mieliśmy jednak wyraźne sygnały, że równolegle ze wspomnianą grupą klientów rośnie też zapotrzebowanie na buty, które posłużą dłużej; na modele klasyczne, niezależne od trendów modowych, w stonowanej kolorystyce.

Zainteresowanie naszą marką przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. To napełnia optymizmem i pozwala snuć odważne plany na przyszłość. Najwięcej osób trafia do nas poprzez media społecznościowe oraz z polecenia zadowolonych klientek. Mamy nadzieję, że kolejnym kanałem będą właśnie spotkania bezpośrednie przy okazji naszych podróży.
Z którego modelu jesteś najbardziej dumna?
Ciężko powiedzieć, ponieważ każdy model, który trafia do produkcji jest według mnie genialny i wcześniej testowany, ale szczególne miejsce w moim sercu zajmują baleriny retro, dostępne w wersji dla mam i córek. Napawają mnie ogromną dumą – głównie dlatego, że wiele przeszkód musiałam pokonać podczas przygotowywania tego projektu. Wspaniałe jest też to, że w pewien sposób pozwalają mi obserwować, jak ważne dla kobiet są relacje z dziećmi, jak również z własnymi mamami i babciami. Model ten przywołuje wspomnienia z rodzinnych fotografii, ożywia historie z dzieciństwa, które często mam zaszczyt poznać.

Olu, kupiliśmy ręcznie wytworzone, skórzane obuwie. Jak powinno się je pielęgnować, by służyło nam jak najdłużej?
Pielęgnacja zależy oczywiście od rodzaju skóry, czyli tego, czy nasze buty wykonane są z gładkiej skóry licowej, czy z weluru lub zamszu. Do produkcji naszych butów wykorzystujemy skóry tzw. zamknięte, nie chłonące wody i ręcznie barwione, których zaletą jest wydobycie naturalnego piękna skóry, nierównomiernie rozłożonego pigmentu. Poszczególne pary mogą delikatnie różnić się między sobą odcieniem. Nie są oczywiście wodoodporne, ale ich powierzchnia nie zmienia wyglądu po kontakcie z wodą. Przemoczone buty najlepiej suszyć w przewiewnym miejscu. Nie na słońcu, ani na grzejniku.

Wszelkie zabrudzenia czyścimy wilgotną szmatką i pozostawiamy do wyschnięcia. Po dłuższym użytkowaniu warto odświeżyć skórę pastą lub emulsją na bazie wosku pszczelego.
U mnie sprawdza się pasta Saphir, którą można kupić w wielu sklepach internetowych.

Woski do butów, dostępne w większości sklepów, w niższych cenach, są bardzo toksyczne, zarówno podczas wdychania, jak również w czasie samej produkcji. Dodatkowo tworzą na butach powłokę, która zatrzymuje proces oddychania stóp. Pasty na bazie wosku pszczelego natomiast pielęgnują, impregnują i pozwalają stopom nadal oddychać.

Ewentualne większe otarcia skóry skutecznie zamaskuje wosk reperujący, którego używa się tak jak kredki, rysując delikatnie po otarciu, a następnie delikatnie rozciera się to miejsce suchą szmatką, żeby zatrzeć granice między otarciem a skórą. Staramy się załączać do większości zamówień fragment takiego wosku w prezencie.

W pielęgnacji weluru i zamszu doskonale sprawdza się specjalna szczotka dedykowana tym rodzajom skór, dostępna w większości sklepów obuwniczych. Używamy jej w ten sposób, że suche buty szczotkujemy najpierw gumową częścią, która podnosi i oczyszcza dodatkowo włoski, a następnie miedziano-nylonową częścią. Welurowe czy zamszowe buty można też zaimpregnować. Zabieg ten chroni dodatkowo przed przemoczeniem i wnikaniem brudu. Na rynku dostępna jest szeroka gama produktów do tego celu. Przed zakupem warto zapoznać się oczywiście z ich składem.

Mamy w planach przygotowanie zestawu do pielęgnacji odpowiedniego do produkowanych przez nas butów, w wygodnej do transportowania saszetce. Chcielibyśmy, żeby nasze klientki nie zaprzątały sobie głowy kwestią wyboru najlepszych produktów do dbania o swoje buty, tylko z łatwością sięgały po sprawdzone przez nas środki, dzięki czemu nasze buty będą służyć im latami.

Myślę, że to świetny pomysł! Olu, muszę Cię jeszcze zapytać o jedną kwestię. Jako pierwsza rodzima marka obuwnicza… ruszyliście w Polskę specjalną przyczepą. Skąd taki pomysł? Gdzie w najbliższym czasie będzie można Was spotkać i na żywo obejrzeć Wasze modele obuwia?
Ten pomysł promocji i jednocześnie bezpośredniej sprzedaży zrodził się w już w 2016 roku. Szukaliśmy wówczas sposobu na połączenie kilku ważnych elementów naszego życia rodzinnego i zawodowego: działań promocyjnych, bezpośredniego kontaktu z naszymi klientami, nomadycznego stylu życia naszej rodziny – wszędzie, zawsze razem – a także oryginalnego sposobu na pokazanie przedmiotów tradycyjnego, polskiego rzemiosła.

Wiemy, że większość kobiet chciałaby przymierzyć buty przed ich zakupem. To naturalne. Dlatego chcieliśmy otworzyć pracownię, ale nie mogliśmy wybrać miejsca. Lubimy kontakt z ludźmi, uwielbiamy spędzać czas razem, pracować razem, również z dziećmi. Łączy się z tym również miłość do podróżowania, bycia w drodze. Z połączenia tych wszystkich elementów powstał pomysł mobilnego butiki, z którym chcemy docierać zarówno do polskich, jak i zagranicznych miast. Kupiliśmy starą, kultową przyczepę Munsterland, wyremontowaliśmy ją - i całą naszą rodziną ruszyliśmy w trasę po miasteczkach i miastach! Jesteśmy zachwyceni taką formą kontaktu z naszymi klientkami! Za pośrednictwem mediów społecznościowych i naszej strony internetowej na bieżąco informujemy o naszych postojach. Zapraszamy wszystkich na spotkanie z nami!

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i życzę Ci dalszych sukcesów! Do zobaczenia w Poznaniu!
Ja również bardzo dziękuję i przesyłam pozdrowienia dla Twoich czytelników!

***

Serdecznie zapraszam Was do odwiedzenia sklepu internetowego marki MIUMMASH -
 czekają tam na Was sandały, klapki, mule, baleriny, obcasy, sztyblety, kozaki (wkrótce!),
 a także dziewczęce baleriny!

Strona internetowa: www.miummash.com
Zdjęcia: materiały MIUMMASH
- Justyna

author

Justyna Ziembińska-Uzar

Cześć! Nazywam się Justyna Ziembińska-Uzar i od 5 lat na swoim blogu opowiadam o ciekawych polskich produktach oraz przedstawiam polskie marki. Moją misją jest promocja patriotyzmu konsumenckiego w codziennym wydaniu. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej, na nowo odkrywając dla siebie hasło "dobre, bo polskie"!


Udostępnij ten post

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane.

NIE PUBLIKUJĘ KOMENTARZY ZAWIERAJĄCYCH LINKI.

Komentarze zawierające treści obraźliwe i złośliwe, a także zawierające reklamy, linki do sklepów i stron firmowych oraz stanowiące wsparcie dla marketingu szeptanego nie będą publikowane.

Moderacja komentarzy może trwać do 48 godzin.

Moje przeglądy